Świat Marty W.

31 stycznia 2012

Na imprezach nie jest łatwo

Filed under: styczeń 2012 — swiatmartyw @ 3:14 pm

Minęły czasy, gdy domowe imprezy składały się wyłącznie z picia, jedzenia, rozmów, ewentualnie gry w karty lub gier planszowych. Obecnie należy się spodziewać skoków, wrzasków, pisków, przekleństw oraz sporej ilości potu. Pod koniec wieczoru wszyscy byliśmy wykończeni – ale to dobrze, bo człowiek od razu wytrzeźwiał i nie musiał się męczyć następnego dnia :) Oto Simon W. w zeszły piątek:

A to mój uczeń Alistair (ten od „zębów” ;) z żoną:

Było super, niech żyje Kinect! :)

PS. Nie potrafię odwrócić pierwszego filmiku, ktoś ma jakiś pomysł? :)

Reklamy

26 stycznia 2012

Do pośmiania się przed snem

Filed under: styczeń 2012 — swiatmartyw @ 9:37 pm

Simon czyta pracę domową na lekcji polskiego – ja bezwstydnie podsłuchuję z piętra wyżej. Miał ułożyć zdania z „bo/ ponieważ”:

„Jestem niezadowolony, bo moja dziewczyna nie gotuje obiad” (skarżypyta bez kopyta!!!!)

„Jestem szczęśliwy, ponieważ mam bardzo ładny czarny kot” (no pewnie, jak coś pozytywnego, to o kocie, nie o mnie!! ;)

„Jestem zadowolony, bo jestem piękna mężczyzna” (nauczyciel Tomek o mało nie udławił się ze śmiechu ;)

Nie da się ukryć, robi postępy! :) Niedługo, tak jak mój tata, będzie patrzył w lustro i retorycznie pytał: „Kim jest ten piękny mężczyzna, którego widzą moje oczy?? Ach!! To przecież ja!” – na co my z mamą wyjemy chórem: „Oczywiście, że to ty!” ;)) (mamy w rodzinie specyficzne poczucie humoru, nie każdemu odpowiada ;) Jeśli Simon tak zacznie gadać, to będę wyć do spółki z Vaderem.

Jeszcze a propos kotów – znowu znalezione na Facebooku, i niestety prawdziwe w odniesieniu do moich umiejętności…

Simon wraca z tygodniowej delegacji ze Stanów i od progu woła: „Jeszcze tak dwa dni to mogę bez ciebie wytrzymać, ale trzy i więcej to już horror!!” ;))

Dobranoc

24 stycznia 2012

O trudach niesienia kaganka oświaty

Filed under: styczeń 2012 — swiatmartyw @ 3:18 pm

Mój uczeń pojechał na Święta do Polski. Któregoś dnia jego teściowie poszli do dentysty, a gdy wrócili, Alistair chciał zrobić na nich dobre wrażenie i po polsku zapytać, jak poszło. Wymyślił sobie, że zdanie powinno brzmieć „Jak się mają wasze zęby”, ale gdy przyszło do wymawiania, coś mu się bardzo pomieszało i wypalił: „Jak się macie, zjeby?” :D Na szczęście teściowie wykazali się poczuciem humoru ;) I czyja to wina, pewnie moja, co? ;)

A tu coś wesołego na poprawienie Wam humoru (oczywiście ani Simona, ani Alistaira to nie rozbawiło):

Znalezione na Facebooku, na profilu użytkownika Przecież liczy się wnętrze, mam zajebistą wątrobę i seksowne lewe płuco :-)

19 stycznia 2012

Skok w bok

Filed under: styczeń 2012 — swiatmartyw @ 5:05 pm

Jestem niepoprawna, znowu się zakochałam. O pierwszym romansie pisałam tutaj, a teraz znowu, znowu to samo!! Oto on, On!:

Drodzy Czytelnicy, przedstawiam Wam Sherlocka Holmesa! Na co dzień nazywa się Benedict Cumberbatch, a serial z nim w roli głównej podbił całą Wielką Brytanię (i moje serce ;) Każdy odcinek ogląda ok. 10 milionów osób, a ledwo się skończy, wszyscy moi znajomi od razu wstawiają komentarze na Facebooku :) Naprawdę, tak jak nigdy nie oglądam seriali, bo samo słowo kojarzy mi się z badziewiem i stratą czasu, tak tutaj w każdą niedzielę siedziałam przyklejona do ekranu. Niestety na kolejny sezon będę musiała czekać do następnego roku, nie wiem, czy dam radę ;)

Scenarzysta zdecydował się na „unowocześnienie” Sherlocka – akcja dzieje się we współczesnym Londynie, a dr Watson nie pisze pamiętnika, tylko… blog. Sherlock jest oczywiście genialny, ale przy tym okropnie niesympatyczny, uparty, złośliwy, kłótliwy i wybuchowy, a dr Watson jest weteranem wojny w Afganistanie, który chodzi do psychologa, nosi przy sobie broń i nie waha się jej użyć, i nic mu nie straszne. Sherlock usiłuje rzucić palenie, więc ciągle przykleja sobie plastry nikotynowe, Watson bez przerwy zmienia dziewczyny, bo wszystkie mają dosyć Sherlocka… Obejrzcie zapowiedź:

„What is it like in your funny little brains, it must be so boring!”

„Because you’re an idiot! No, I don’t mean it like that, practically everyone is!”  – mówiłam, że złośliwy ;)

Kto czytał Sherlocka, ten wie, że wystarczy mu jedno spojrzenie, żeby wszystko wiedzieć o danej osobie. Bardzo mi się podoba, jak to zostało rozwiązane w serialu – obejrzcie krótki materiał BBC:

albo używają stopklatki:

Jeszcze nie spotkałam osoby, której ten serial by się nie podobał. Wszyscy nasi znajomi, wszyscy z kursu włoskiego, rodzice Simona i ich znajomi – wszyscy oglądają! Nawet odcinek o psie Baskerville’ów, które to opowiadanie samo w sobie uważam za słabe i nudne, udało się przenieść na ekran w ciekawy sposób. Naprawdę, naprawdę polecam.

Po pierwszym odcinku w nowym sezonie, 90% moich angielskich znajomych na Facebooku napisało: „I am Sherlocked too” – kto obejrzy, ten będzie wiedział, o co chodzi!

PS. A tytuł tego wpisu nawiązuje również do rewelacyjnego bloga, który niedawno odkryłam – Maciek od lutego 2011 mieszka w Bangkoku, uczy angielskiego w szkole średniej i opisuje swoje codziennie życie ładną i wesołą polszczyzną :) a przy okazji wstawia (własnoręcznie zrobione) fantastyczne zdjęcia! http://skokwbokblog.com/

13 stycznia 2012

Sylwester na Szmaragdowej Wyspie

Filed under: Podróże małe i duże,styczeń 2012 — swiatmartyw @ 1:30 pm

Polecieliśmy do Belfastu 30 grudnia rano. Wylądowaliśmy o 9:00 i ku naszemu zdumieniu wciąż było ciemno. Znajomi odebrali nas z lotniska, przywieźli do domu, nakarmili i napoili ;) a potem pojechali po następną grupę, która przylatywała z Londynu. W sumie było nas 9 osób. Gdy wszyscy już się rozgościli, nasi gospodarze zarządzili wycieczkę na Groblę Olbrzyma. Lało jak z cebra i było okropnie zimno – ale widoki to wynagrodziły:

Ponieważ zmarzliśmy i przemokliśmy do przysłowiowych majtek, trzeba było się rozgrzać – a czym najlepiej się rozgrzać jak nie irlandzką whisky? O nieco zabawnej nazwie…

Feckin rozgrzała nas do czerwoności i można było wracać do suchego domu :) Wieczór był dość spokojny, gdyż każde z nas posiada tzw. smartphone’a, ewentualnie iPada, więc za dużo ze sobą nie rozmawialiśmy…

Po co gadać, skoro w telefonie tyle cudów? ;-)

31 grudnia plan był następujący – pierwsza część zwiedzania Belfastu, rundka po pubach, obiad i do klubu na imprezę. Plan został wykonany:

Widok na dwa słynne żurawie, Samson i Goliath

Katedra z kontrowersyjnym "palem" wznoszącym się wysoko nad budowlę oraz "przebijającym" ją (pal kończy się nad ołtarzem). Simon stwierdził, że jak ulał nadaje się do wbijania na niego Katolików ;)

W każdym pubie trochę historii...

To w Belfaście właśnie zaprojektowano i zwodowano Titanica

Kawiarnia "Vaudeville", stylizowana na lata '20

City Hall

Zdjęcie jest kiepskie, ale znajdujemy się w jedynym pubie w Belfaście, który jest na liście UNESCO. Siedzimy w naszej własnej "budce".

A to już Sylwester, w kolejnym klimatycznym pubie. "Guinness -more than goodness"... hmmm... no nie wiem, dla mnie wstrętny ;-)

"Guinness for strength" - no czyżby... po kilku kuflach nasi panowie wyglądali na lekko osłabionych ;)

Kolejny sympatyczny pub

No i tak – od pubu do klubu, od klubu do pubu… powitaliśmy Nowy Rok! Bawiliśmy się super – tak super, że zgubiłam/ ukradziono mi kartę debetową, którą na szczęście od razu udało mi się zastrzec, a jeden z moich kolegów tak machał rękami w dzikim tańcu, że trafił w moją szczękę i ułamał mi dolną jedynkę…. łaska boska prawie tego nie widać, tylko język sobie czasem kaleczę ;) Jednym słowem – zabawa na sto dwa! :D

W następnym odcinku – dalsze zwiedzanie Belfastu oraz wycieczka do Dublina.

12 stycznia 2012

Zaciskamy pasa

Filed under: styczeń 2012 — swiatmartyw @ 4:43 pm

Simon do Vadera: „Wiesz co, sprawdziłem stan mojego konta w banku i niestety stary, od jutra musisz polować” ;))

O wyższości tłumacza nad maszyną

Filed under: styczeń 2012 — swiatmartyw @ 3:48 pm

Mam strasznie dużo pracy i tak naprawdę nie powinnam tracić czasu na pisanie bloga – ale nie mogłam się powstrzymać. Sprawdzam mechaniczne tłumaczenie strony brata Simona i łzy mi lecą ze śmiechu. Oto perełki:

„Zwodowany w 2003, a teraz z ponad 200 tysięcy klientów, nasza firma jest czołowy detalista instrumenty muzyczne i sprzęt muzyczny. Możesz kupić biegu muzyki z aranżacje instrumentów do rock ‚n’ roll, włączając w to gitary, bęben Kit, cyfrowe fortepiany, saksofon i wiolonczele oraz wiodących urządzenia rejestrującego i studio” —- zwodowany?!?! :D

„Ważonej 88-klucz młot działania klawiatury” — ciekawe, co to za instrument!!

„Dosłownie co mogę powiedzieć dzieci jest to, że jeśli masz tabelę obiad i niektórzy spamerzy transmisyjnych, jest hip-hopu, Huang Pan powiedział CNN” — Huang Pan ma rację, tabela obiad to podstawa do robienia hip-hopu!!! :D

„Wprowadź hasło Twój wybór lub kleszczy to pole i utworzymy jedną dla Ciebie” — a może lepiej byłoby to pole tygrysić? :D (oryginał: Enter a password of your choice, or tick this box and we’ll create one for you)

„Alternatywnie podać nam wywołanie na (numer) lub widok naszego Skontaktuj się z nami stronie dla innych metod w dotyku —- to chyba mój ulubiony tekst, „dla innych metod dotyku”!! :D (oryginał: Alternatively give us a call on [number] or view our Contact Us page for other ways to get in touch).

A teraz hicior:

RSS Feed — RSS paszy

Znowu łzy mi lecą!!!

Tłumacz z mózgiem vs. bezmózga maszyna, 1:0!

4 stycznia 2012

Spojrzenie w przyszłość

Filed under: styczeń 2012 — swiatmartyw @ 10:27 pm

Naszego wspaniałego Sylwestra oraz wycieczki po Irlandii opiszę następnym razem – postanowiłam, że na pierwszy wpis w nowym roku jak ulał nadaje się lekkie pokpiwanie z Simona W. :)

Otóż okazuje się, że Simon któregoś dnia będzie jednym z tych zwariowanych rodziców, którzy uważają swoje dzieci i wszystko z nimi związane za najpiękniejsze, najmądrzejsze, najwspanialsze itd. Uszami wyobraźni już słyszę pianie w stylu: „Zobacz, jakie śliczne paluszki!” Skąd to wiem? Ha!

Siedzimy w salonie u teściów na farmie, obżarci jak bąki. Kominek się pali, sączymy sherry i czytamy – ja nową książkę, Simon magazyn o Linuxie. Między nami śpi Vader.

Minuty mijają nam błogo. Jest ciepło i bezpiecznie. Vader przeciąga się i sapie przez sen. I wtedy się zaczyna. Simon odkłada magazyn, patrzy na czterołapnego maślanymi oczami i  wzruszony szepcze: – Zobacz, jakie on ma śliczne wąsiki! – Czy ja wiem – mruczę znad książki – wąsy jak wąsy, białe i długie, jak u większości kotów. – Ale u niego są takie ładne, wyjątkowo długie! – Hm – potakuję nieprzekonana. – A zobacz, jakie ma łapki! – Czy ja wiem – znowu mruczę znad książki – no cztery łapy, jak to u kotów. – Ale jakie ładne, i jakie różowe poduszeczki, i jak wysoko potrafi skakać! – Hm – kwituję. – A widziałaś jego oczy? Takie duże i bursztynowe! – Czy ja wiem – mruczę coraz bardziej wkurzona, bo nie mogę się skupić na książce – mój poprzedni kot miał większe, a poza tym nie są bursztynowe, tylko żółte. – A jaki ogon, idealny do proporcji ciała! (ja: cisza) A jakie miękkie futerko! – Czy ja wiem – mruczę, czytając to samo zdanie po raz piąty – przecież wszystkie koty mają miękkie futerko, trudno, żeby miały papier ścierny na grzbiecie. – Ale jego jest wyjątkowo miękkie i miłe w dotyku…!

Przy kolacji znowu zaczął wychwalać kota. Skończyliśmy jeść, Simon poszedł po kolejną butelkę wina do piwnicy. Teściowa odciąga mnie na bok i szepcze: – Chyba czas na dziecko, słyszałaś, jak o kocie mówi? Wyraźnie budzą się w nim instynkty opiekuńcze! :D I wtedy słyszymy z jadalni: – Who’s a pretty kitty? Who’s a good kitty? It’s you, yes, it’s you! :D

Od kiedy mamy kota, jest między nami jeszcze lepiej, niż było. Wzrusza mnie, że aż tak go polubił, bawi się z nim w każdej wolnej chwili, martwi się o niego, rozsądnie go karmi („Więcej dzisiaj nie dostaniesz, bo w przeciwnym razie niedługo pokażą cię w <Britain’s Fattest Cats>” :D co jest aluzją do durnego programu „Britain’s Fattest Families”), gdy coś zbroi, pyta się go tylko retorycznie: „Who’s a silly sausage?”, a gdy wyje/ lamentuje/ rozpacza przez cztery godziny jazdy samochodem (dzisiaj właśnie), stara się go pocieszyć, przemawia do niego, pokazuje mu świat za oknem… ;)

Jeśli kiedyś będziemy mieli dziecko, ja z pewnością będę tą złą – bo nie mam cierpliwości, bo wszystko mnie złości, bo lubię być sama. „Idź do ojca, on ci wytłumaczy!” będzie moją standardową odpowiedzią ;)

 

PS. Vader bardzo lubi siedzieć u nas w domu na schodach, bo może wtedy obserwować cały salon. A Simon wtedy do niego idzie i razem się bawią, na tych schodach, i rozmawiają, oczywiście:

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.