Świat Marty W.

22 stycznia 2011

Charakterystyczna różnica kulturowa

Filed under: styczeń 2011 — swiatmartyw @ 8:39 pm

Coś tam mi się udało, więc rozsyłam smsy do polskich i angielskich znajomych. Wszyscy Anglicy odpisują: „Oh, well done, very happy for you! xx”, wszyscy Polacy: „Super!! To kiedy oblewamy??”

:)

Reklamy

19 stycznia 2011

Nowomowa

Filed under: styczeń 2011 — swiatmartyw @ 10:12 pm

Podsłuchane na lotnisku w Bristolu:

A: Cześć stary, jednak dostałeś holideja?!
B: Nie, wziąłem sika!

Pani rozmawia przez telefon z kimś na innym lotnisku: – I co, nie ma info na displeju?

A: Ale jestem głodny, ja nie mogę!
B: No, szkoda, że tu tak drogo, poszedłbym sobie do czipsiarni!

A: Jak tam u was w domu, zimno czy ciepło?
B: Zimno, bo hiting wciąż nie działa!

A: Ile płacisz rentu?
B: Nasz lendlord jest spoko, nie czardżuje za dużo, tylko 300.

A: Super torebka, gdzie kupiłaś?
B: Na haj stricie. Ale droga była jak cholera, teraz jestem na owedrafcie!

Bezsenność

Filed under: styczeń 2011 — swiatmartyw @ 10:00 pm

Od powrotu z Gdańska nie mogę spać. Budzę się codziennie o 4:00 rano i koniec. Wszystkie dzieci, nawet złe, pogrążone są we śnie, a ja przewracam się z boku na bok. Liczę owce na farmie teściów. Słucham pochrapywania Simona. Usiłuję o niczym nie myśleć… ale nie daję rady. W takich chwilach przypominają się najróżniejsze rzeczy, głównie z czasów podstawówki – teskty piosenek, które układałam z przyjaciółką Magdą (miałyśmy raperski duet o nazwie M&M w czasach, gdy jeszcze nikomu nie śniło się o M&M’s! Byłyśmy pierwsze! :), wycieczka z rodzicami do Grecji i najdroższe bułki świata, za które przyszło nam tam zapłacić, karmienie bezdomnych kotów na Krymie, a ostatnio, wiersze Mickiewicza. Odbija mi chyba. Księżyc ziewa i za chwilę zaśnie, a ja recytuję „Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu…” … „Omijam koralowe ostrowy burzanu…” Wczoraj – bardzo na temat – przypomniało mi się „Ktoś nie śpi, aby spać mógł ktoś. To są zwyczajne dzieje”. Tylko kogo ja tym moim niespaniem wyręczam, cholera. Męczę się strasznie. Wypróbowałam już chyba wszystkie teorie – picie przed snem ciepłego mleka, picie gorącej czekolady… W przypływie desperacji wzięłam nawet ziołowy środek na sen i co? Już 4:00 na zegarze, pora wstawać gospodarze.

Ciekawe, czy gdy rano przychodzi świt, księżycowi jest wstyd? ;)

I jeszcze kawał o takich, co nie mogą spać:

Student oprowadza swoich kolegów po wynajętej kwaterze. Jeden z nich zauważa młot i mosiężny gong. Pyta do czego to służy.
– To jest zegar – odpowiada gospodarz.
– Zegar? A jak działa?
Student bierze młot i z całej siły wali nim w gong. Po kilku sekundach słychać w sąsiedztwie dźwięk otwieranego okna i krzyk:
– Ciszej, gówniarze! Jest druga w nocy!

11 stycznia 2011

Angielska obsługa klienta lekarstwem na niskie ciśnienie

Filed under: styczeń 2011 — swiatmartyw @ 1:15 am

Jeśli ktoś z Was mieszka w Wielkiej Brytanii i cierpi na niskie ciśnienie, picie kawy lub branie tabletek jest zupełnie zbędne. Wystarczy zadzwonić na numer obsługi klienta dowolnej firmy, a gwarantuję, że krew zacznie Wam pulsować w skroniach, a serce przekroczy 180 uderzeń na minutę. Oto co mnie spotkało tym razem:

Wymyśliłam sobie, że trzeba Simona trochę ukulturalnić, a przy okazji samej też nieco wielkiego świata zobaczyć i postanowiłam kupić bilety do teatru na konkretną sztukę w Londynie. Google podpowiedziały, że najtaniej jest na http://www.lastminute.com – i rzeczywiście, kilkanaście funtów taniej, zawsze jakaś różnica. Zapomniałam o starym polskim powiedzeniu, że chytry dwa razy traci…

Pod koniec długiego procesu bukowania, na ekranie pojawiła się wiadomość o błędzie oraz ostrzeżenie, żebym nie kupowała jeszcze raz, bo być może transakcja przeszła, tylko zadzwoniła na numer obsługi klienta.

Dzwonię. Odbiera pani z Delhi. Już kiedyś pisałam, że większość angielskich firm ma centra obsługi klienta w Indiach i niestety bardzo trudno się dogadać, bo poziom angielskiego pracowników jest żenująco słaby*. Nie, zamówienie nie przeszło. No to proszę mi te bilety zabukować teraz. Pani bukuje, wszystko się zgadza, mam dostać potwierdzenie w ciągu 20 minut. Potwierdzenia nie dostaję. Poczekam jeszcze, z Delhi do Anglii długa droga ;) może jeszcze dojdzie.

Następnego dnia sprawdzam wyciąg z konta i oczom nie wierzę – ściągnęli mi z karty cenę 6 biletów, czyli tak, jak bym zabukowała trzy razy. Dzwonię z awanturą. Znowu pan z Delhi, prawie go nie rozumiem – ani on mnie, co nie ułatwia sprawy. Na moim koncie niby nie ma żadnych transakcji. Jak nie ma, skoro są, wściekam się. Pan bezczelnie odkłada słuchawkę. Nie mam już siły, muszę się uspokoić.

Następnego dnia znowu dzwonię. Słucham muzyki przez 20 minut, wreszcie ktoś odbiera. A tak, zorientowali się, że wystąpił błąd i usunęli wszystkie transakcje, dostanę pieniądze w ciągu tygodnia. Jak to wszystkie, pytam zdziwiona, przecież zależy mi na tych biletach! A no nie, nie pomyśleliśmy, tak nam się wydawało, że skoro wystąpił błąd, to należy pani całą sumę zwrócić. Wściekła cedzę przez zęby: To proszę mi zabukować te bilety teraz! Niestety już nie ma. Klnę, klnę bardzo brzydko, i rzucam słuchawką.

Biletów już nie ma. Na żadnej stronie :/

* Dla przypomnienia:

Rzucę rekawicę każdemu, kto powie, ze Hindusi znają angielski. Nie znają. Angielski jest oficjalnym językiem w Indiach powiecie? Ha-ha-ha – to mój jedyny, jakże wysublimowany, komentarz. Co to jest, żeby po połączeniu się np. ze swoim bankiem , Simon musiał pięć razy literować swoje imię i nazwisko, bo pan w Delhi niestety nie rozumie różnicy miedzy „j”, „g” i „h”. Co to jest, że przy jakimkolwiek problemie – czy to z kablówką, czy to z telefonem komórkowym, czy z bankiem właśnie – rodowity Anglik nie może porozmawiac z innym Anglikiem, tylko męczy się z osoba mającą wyraźne trudności ze zrozumieniem najprostszych zdań. Brytyjskie firmy powoli wycofują sie z tego „eksperymentu”, bo choć koszty wyraźnie się obniżyły, spokojni Anglicy zaczęli masowo protestować, nie zważając na milion nowopowstalych organizacji oskarżających cały naród o rasism. Obecnie nowym reklamom bardzo często towarzyszy atrakcyjne dla angielskiej publiki zdanie: „UK call centres!”

9 stycznia 2011

Blog Roku

Filed under: styczeń 2011 — swiatmartyw @ 5:38 pm

Nie mam szans (cóż za optymizm z mojej strony! ;) ale ciekawie będzie zobaczyć ile osób zagłosuje. Pewnie tylko mama ;)

http://www.blogroku.pl/swiatmartyw,gwhfr,blog.html

3 stycznia 2011

Sylwester 2010/ 2011

Filed under: styczeń 2011 — swiatmartyw @ 5:57 pm

Mieliśmy się bawić u nas w wiosce, ale nie wyszło (może i lepiej…). Mieliśmy jechać do Londynu, ale nie wyszło (może za rok!). Zostały nam dwa wyjścia – albo w domu przed telewizorem, albo ze znajomymi w Ipswich, czyli tam, gdzie kiedyś mieszkaliśmy i tam, gdzie spędziliśmy Sylwestra rok temu. Siedzenie przed telewizorem, choćby tak dużym, pięknym i fantastycznie odbierającym jak ten Simona ;) nie bardzo nam się uśmiechało, więc pojechaliśmy do Ipswich. O ile w tamtym roku była wielka impreza w wielkim klubie, w tym roku znajomi zorganizowali domówkę – ale taką na wyższym poziomie, z doskonałymi czerwonymi winami i pysznymi serami, a nie z wódką i śledziami ;)

Było spokojnie, ale bardzo sympatycznie. Graliśmy w gry planszowe, jak to w Anglii, potem w rewelacyjne Kinect (ci, co mają mnie na Facebooku mogą sobie obejrzeć filmiki – ale w realu było dużo zabawniej), aż wreszcie o północy obejrzeliśmy niesamowity, no niesamowity pokaz ogni sztucznych w Londynie. Dla wytrwałych, bo aż 10 minut, ale warto obejrzeć, naprawdę:

Wszyscy się śmiali: „Myślałem, że mamy recesję, a Londyn tonie w długach!!” ;) Podobno był to najdłuższy i najdroższy pokaz w historii. Co tam recesja, raz na rok można popuścić pasa! :)

Po raz pierwszy w życiu mam postanowienie noworoczne – zacząć oszczędzać, a nie kupować sobie wszystko, na co mam ochotę. Ciekawe, ile wytrwam w tym zakupowym celibacie, no ale postanowienie jest, od czegoś trzeba zacząć ;)

Szczęśliwego Nowego Roku!

Blog na WordPress.com.