Świat Marty W.

17 lutego 2011

O tym, jak moje życie zyskało na jakości

Filed under: luty 2011 — swiatmartyw @ 10:47 pm

Zdałam! Za drugim razem, przyznaję, ale zdałam. Jestem dumną posiadaczką brytyjskiego prawa jazdy po nieprawidłowej stronie drogi ;). Wraz z kawałkiem plastiku, urosły mi skrzydła i otworzyło się morze możliwości*. Teraz mogę już:

1. Zacząć szukać pracy nieco dalej od domu – np. w Bristolu, do którego jest 45 minut; tutaj należy się wyjaśnienie – bardzo lubię swoją pracę, ale mam serdecznie dosyć szefostwa, a poza tym nie używam niemieckiego i hiszpańskiego tak często, jak myślałam, że będę i niestety, jak to z językami, zaczynam zapominać.

2. Spać o godzinę dłużej rano!!! Godzinę! Każdy śpioch przyzna, że to bardzo dużo, zwłaszcza w zimie, gdy na dworze ciemno, zimno i w ogóle do de.

3. Ubierać się o dużo lżej, nawet gdy angielska pogoda szaleje na dobre ;) Dzisiaj rano było 5 stopni, więc pewnie założyłabym płaszcz zimowy i kozaczki, bo zmarzluch jestem – a tak to narzuciłam tylko lekką kurteczkę i półbuty – i jeszcze szpilki wzięłam pod pachę, żeby w pracy się przebrać i ładnie wyglądać ;)

4. Jeździć sama na zakupy z gatunku znienawidzonych przez Simona, czyli pościel, ręczniki, zastawy stołowe i różne domowe bibeloty. Do tej pory woził mnie bez sprzeciwu, ale trzeba było widzieć jego minę, gdy wybieraliśmy narzutę na łóżko i poduszki – kot srający na puszczy wygląda dużo bardziej apetycznie! ;)

No w ogóle, wolność, swoboda! Szybsze przemieszczanie się, więcej czasu dla siebie, i nigdy więcej znienawidzonych autobusów.

Wróćmy do punktu numer 2. Dłuższe spanie niby.

O 3:00 nad ranem obudziłam się zlana potem. Nie pamiętam dokładnie, co mi się śniło, ale na pewno coś o wypadku samochodowym ze mną w roli głównej. Zaczęłam myśleć, o Boże, zły omen, pewnie nawet nie wyjadę z garażu [bo strasznie wąski i ciasny, inne samochody przeszkadzają ;) a na środku, nie wiedzieć po cholerę, betonowa kolumna, wokół której trzeba lawirować], o Boże, nawet jeśli wyjadę, pewnie źle skręcę na jednym z czterech rond, które muszę przejechać, o Boże, a potem pewnie przegapię zjazd z autostrady, a następny będzie za 50 km i obudzę się w Birmingham, z którego nie będę potrafiła wrócić. Zdecydowałam, że ten ostatni raz pojadę autobusem… ten ostatni raz… Przestawiłam budzik na godzinę wcześniej.
Leżę, leżę, nie mogę zasnąć. Myślę, myślę, myślę o tych rondach i zjazdach… W końcu, o 5:30 rano, zdecydowałam, że zrobię to, zrobię!!! ;) Przestawiłam budzik na godzinę później… ale już nie usnęłam z tego podekscytowania, więc w sumie wyszło, że spałam 4 godziny krócej, niż gdybym spokojnie pojechała autobusem ;)

Wyjechanie z garażu zajęło mi 4 manewry, zamiast simonowych dwóch, no ale cóż, udało się. Ustawiłam GPS na wszelki wypadek i siu! jadę! Z trzy razy za szybko zmieniłam bieg i honda dała wyraz swojemu niezadowoleniu poprzez kangurze skoki ;) ale poza tym było dobrze. Dojechałam do pracy i… za cholerę nie potrafiłam zaparkować. Moja firma ma 750 pracowników i chyba każdy z nich posiada samochód, bo choć mamy trzy parkingi, nigdy nie można znaleźć miejsca. Jeżdżę, jeżdżę, szukam, nawet coś znalazłam, ale w takiej szczelinie to Smart może by się schował, a nie pięciodrzwiowa honda civic ;) W końcu dałam radę, trochę krzywo, trochę za daleko od krawężnika, ale dałam radę.

Droga do domu była jeszcze łatwiejsza, bo jechałam za koleżanką, która mieszka blisko mnie, więc naśladowałam jej kierunkowskazy, zmianę pasów itd. Gdy koleżanka odbiła w swoją stronę, a ja w swoją, zaczęły się moje kłopoty ;)) Patrzę – prawy pas zatkany po horyzont, a lewy pusty. Pomyślałam sobie, że pewnie czekają na skręt w prawo, więc ja siup! na lewy pas. Po 10 metrach zaczęłam żałować tej jakże kretyńskiej decyzji. W oczy uderzył mnie napis, napis wielki jak drzwi stodoły: BUS LANE. Kurrrrrde, co robić, co robić!! Prawy pas przecież zapchany, bo inni mieli więcej oleju w głowie niż ja. Zaraz mnie policja zatrzyma i co im powiem, znowu będzie w gazetach, że Polacy nie potrafią jeździć… Łaska boska, jakaś dobra dusza wpuściła mnie na właściwy pas, za co wdzięcznie zamigałam światłami ;)

Wjazd do naszego garażu to po prostu horror. W skrócie – zjazd w dół do śmietnika, przy śmietniku trzeba się wycofać i odwrócić samochód o 45 stopni, wjechać do garażu, uważając, żeby nie zostać zgniecionym przez automatyczną bramę, która czasami działa, a czasami nie, pojechać do samego końca i lekko na lewo, uważając, żeby nie zahaczyć o super Audi i jeszcze bardziej super Jaguara sąsiadów, a potem zaparkować tyłem lawirując między Bentleyem drugiego sąsiada, a wspomnianą betonową kolumną. Horror, powtarzam. Spociłam się, zgrzałam, zdenerwowałam… ale jakoś zaparkowałam, choć kolumnę minęłam na grubość lakieru.

Teraz będzie już tylko coraz lepiej :))

*”Morze możliwości” to hasło reklamujące Gdańsk

Reklamy

9 lutego 2011

Pierwszy raz

Filed under: luty 2011 — swiatmartyw @ 9:38 pm

Każdy początkujący kierowca w Anglii musi zapłacić 50 funtów za provisional driving licence. Po wykupieniu ubezpieczenia, z takim dokumentem można jeździć w każdym samochodzie opatrzonym naklejkami „L”, o ile w tymże samochodzie siedzi osoba powyżej 21 roku życia, która posiada prawo jazdy od co najmniej trzech lat. Simon ma prawo jazdy od ośmiu, z wiekiem też się łapie ;) więc wczoraj, po raz pierwszy, pozwolił mi pojeździć naszym nowym samochodem. Co prawda zbladł z wrażenia i ukradkowo się przeżegnał (czy te koraliki w jego rękach to był różaniec?? :D), ale nadrabiał miną i (w miarę) spokojnie mówił mi, gdzie mam jechać (do mojej pracy zresztą).

Silnik 2,2 diesel jest dużo mocniejszy niż myślałam, więc jak docisnęłam gaz… w kilka sekund jechałam już 80 mph, czyli prawie 130 km/h. Simon zaczął na mnie krzyczeć, więc zwolniłam, bo ograniczenie było do 70 mph – i oczywiście wszystkie samochody zaczęły mnie wyprzedzać, m.in. jakiś kompletnie rozlatujący się stary ford, z plastikową torbą zamiast okna :)). Nie mogłam przełknąć tej zniewagi, więc znowu przyspieszyłam. Wrzuciłam szósty bieg i juhuuuu… 100 mph (160 km/h). Tego Simon już nerwowo nie wytrzymał i kazał mi natychmiast zwolnić. Ale po co? (geny mojej mamy!!!) Autostrada, równa droga, do horyzontu nikogo… No dobra już, dobra, Boże jakie toto nerwowe ;-)

Oprócz piractwa drogowego, poszło mi – odpukać – naprawdę dobrze. Nikogo nie uszkodziłam, samochodu nie rozbiłam (choć zgubiliśmy jedno „L” ;) do pracy na czas dotarłam – misja zakończona sukcesem. Wysiadamy przed budynkiem firmy, pytam Simona:

Ja: No i co, będzie ze mnie dobry kierowca?
Simon: Tttak… Ale prawie się posrałem ze strachu!!! :D

6 lutego 2011

Trzymaj się, Robert!!!!

Filed under: luty 2011 — swiatmartyw @ 8:43 pm



Trzymamy za Ciebie kciuki, wyjdziesz z tego! Skoro wyszedłeś bez szwanku z takiego wypadku [patrz niżej, z piękną, ale bardzo dramatyczną muzyką Clinta Mansella, od której ciarki przechodzą… niestety ciągle pokazują to samo], teraz też dasz radę!!! Wszyscy Polacy są z Tobą myślami!!

1 lutego 2011

Trójkąt

Filed under: luty 2011 — swiatmartyw @ 8:48 pm

P.S. dodane 6.02

W życiu Simona pojawiła się druga kobieta. Jest piękna, to trzeba przyznać, i bardzo elegancka, na ulicy odwracają się za nią głowy. Świetnie zbudowana, wszystko na swoim miejscu, mocna i o szybkich ruchach. Po raz pierwszy spotkaliśmy ją w zeszłą sobotę i Simon od razu wpadł po uszy. Najlepsze, że ja też się w niej zakochałam. Po wariacku, bez pamięci. W niedzielę zaprosiliśmy ją do siebie i otworzyliśmy dobre wino, żeby przypieczętować tą nową znajomość. Ona i my. My i ona.

Nasza honda civic :))

Maszyliśmy dokładnie o takim samochodzie, ale nie przypuszczaliśmy, że będzie nas stać. No i tak naprawdę nas nie stać, przez następne dwa lata będziemy spłacać pożyczkę, lecz cóż to pożyczka w obliczu takiego cuda ;) Ja się cieszę z klimatyzacji, otwieranego dachu, kremowych siedzeń i pięknego czarnego koloru, który sprawił, że nazywam ją moją panterą; Simon cieszy się z silnika diesel 2.2, 140 koni mechanicznych, sześciu biegów i aluminiowych pedałów. Dla każdego coś miłego ;) Teraz to już naprawdę muszę zrobić to głupie prawo jazdy!!!

Dzisiaj rano – dzwoni mój budzik. Simon przytula się do mnie i sapie przez sen:

– Don’t go, stay with me…
– I can’t, I have to go to work and earn some money, so that we can afford a house, a car and a kitty!
– We can find a kitty for free on the street… and we already have a big car…

O domu coś nie wspomniał ;) Według naszych obliczeń, zebranie pieniędzy na zaliczkę zajmie nam 3 lata… Coś czuję, że zamieszkamy w hondzie :D

PS. Status Simona na Facebooku: „Simon has a new lover; she’s black, has stunning looks and a body begging to be stroked. (also a 2.2 cTDI engine, 17″ alloys, panoramic sunroof, climate control, cruise control and electric folding mirrors)”

Blog na WordPress.com.