Świat Marty W.

26 lipca 2011

Okropne skargi i jęki, czyli z wiekiem człowiek staje się zrzędą

Filed under: lipiec 2011 — swiatmartyw @ 9:39 pm

Wstaję o 7:30, wychodzę z domu o 8:10, wracam o 17:42 (dosłownie, co do minuty). Zjem coś, odpocznę chwilę, na 19:00 siłownia, wracam o 20:10, prysznic i ogólne doprawdzanie się do porządku, o 21:00 siadam przy Simonie na kanapie i wreszcie możemy porozmawiać. To moja ulubiona pora dnia, gadamy, śmiejemy się, dyskutujemy, opowiadamy sobie, co tam w pracy i na świecie. Potem poczytam coś, sprawdzam maile i Facebook, odpisuję albo nie (przeważnie nie, bo po 7,5 godzinach gapienia się w ekran komputera w pracy już nie mam ochoty na kolejną dawkę migających mi przed oczami pikseli)… i już 23:00, czyli pora, gdy Marta W. idzie spać.

I tak codziennie.

Mija dzień za dniem, dni zmieniają się w tygodnie, a one w miesiące… Nie mogę uwierzyć, że już prawie koniec lipca. A podobno czym człowiek starszy, tym czas płynie szybciej…

No dobrze, nie zawsze chodzę na siłownię – w środy przeważnie wybieramy się do kina (jutro ostatnia część „Harry’ego Pottera” :), bo mamy zniżkę, a w czwartki na „pub quiz” do sympatycznego pubu, gdzie spotykamy się ze znajomymi, lub na pokera. W obu przypadkach wychodzimy ok. 20:00, a wracamy grubo po 23:00, więc tylko paciorek, siusiu i spać ;).

W weekendy jest nieco lepiej – w piątki, wiadomo, impreza z tańcami i hulankami do wczesnych godzin porannych, w sobotę po południu grill u znajomych, a wieczorem kolejna impreza. Niedziela – spacery; ja czytam, Simon grzebie w swoich serwerach albo wymyśla kolejne projekty.

I znowu poniedziałek.

I tak ciągle.

Simon się dziwi, że narzekam, dla niego takie życie to szczyt marzeń. Ostatnio powiedział: „Uwielbiam swoje życie – perfekcyjna kobieta, perfekcyjna praca, super znajomi, przeprowadzamy się do ładnego domu [o tym innym razem]… nie mógłbym być szczęśliwszy!”

Ja niestety nie mogę się pod tym podpisać. W pracy mamy kiepski okres, więc każdy dzień to mordęga. Nawet nie chce mi się pisać, co tym razem wymyśliło szefostwo – im dłużej o tym myślę, tym bardziej mi się ciśnienie podnosi, a to w moim wieku niewskazane. Simon sprawuje się świetnie, odpukać, ale znajomi… Jestem przyzwyczajona do zupełnie innego typu ludzi – ludzi, którzy czytają, interesują się światem, lubią podróżować, mają wyrobione zdanie na tematy ambitniejsze od rozważań, kto wygra „X-Factor”… Koledzy Simona tacy właśnie są, ale to on ich spotyka w pracy, nie ja. A u mnie w biurze… no niestety i z szacunkiem dla ludzi, którzy zostali inaczej wychowani, ale naprawdę nie mam za bardzo z kim i o czym rozmawiać –  głównie dlatego, że nie oglądam seriali ani reality show, więc nie jestem atrakcyjnym partnerem do rozmowy.

Nie lubię miasteczka, w którym mieszkamy – jest dla mnie za małe, nie ma w nim przestrzeni, zieleni, nic się nie dzieje. Mój wujek, profesor Uniwersytetu Gdańskiego, który niedawno nas odwiedził, stwierdził: „Wiesz co, tu jest do dupy!” No, skoro profesor tak twierdzi, to coś w tym musi być! ;) Strasznie, okropnie tęsknie za morzem. Tęsknie za piaskiem pod stopami i niebieską (albo szarą ;) wodą do horyzontu. Tęsknie za rodziną i za znajomymi, którzy znają mnie od lat i z którymi zawsze świetnie się bawię.

Tęsknię po prostu – i dlatego pewnie wszystko wydaje mi się gorsze niż jest. Próbuję sobie tłumaczyć, że przecież mamy naprawdę wygodne życie (tfu, tfu!) – dom, samochód, wyjazdy, wyjścia do restauracji, kin, teatrów itd. – a jednak czegoś brakuje.

Na szczęście już w tę sobotę lecimy do Gdańska. Co prawda tylko na tydzień, ale przynajmniej podładuję baterie i przestanę biednemu Simonowi głowę suszyć. Moi rodzice opracowali plan naszego pobytu w najdrobniejszych szczegółach, więc na pewno nie będziemy się nudzić – no i codziennie będziemy widzieć morze, nasze morze, którego będziem wiernie strzec ;). Nie mogę się doczekać, odliczam dni!

Zachód słońca nad Bałtykiem http://www.flickr.com/photos/elbfoto/2513217764/

PS. Od września idę na intensywny kurs włoskiego i rosyjskiego, żeby uczynić to moje małomiasteczkowe życie nieco ciekawszym!

Reklamy

3 lipca 2011

Wspomnienia z weekendu na farmie

Filed under: lipiec 2011 — swiatmartyw @ 9:01 pm



Dawno nie byłam na polskiej wsi – u nas też są takie?

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.