Świat Marty W.

19 marca 2015

Ostatnia prosta, która okazała się krzywą

Filed under: marzec 2015 — swiatmartyw @ 3:41 pm

A miało być tak pięknie. Miałam z uśmiechem na ustach urodzić siłami natury, karmić dużą piersią podśpiewując kołysanki i w tydzień zgubić zbędne kilogramy.  Tymczasem czeka mnie operacja, cewnik, raczej pewne karmienie z butelki, blizna i trzy tygodnie plackiem w łóżku.

Zawsze byłam uparta i wskutek genetycznych zawirowań cecha ta przypadła w udziale również naszemu synowi. Łobuz usadowił się w takiej pozycji, że nie urodzę go naturalnie choćbym miała skonać. Próbowaliśmy różnych sposobów, żeby go odwrócić, ale z upartymi genami nie wygrasz – zaparł się i koniec. Ponieważ masochistką nie jestem, na przyszły poniedziałek umówiłam się na cesarskie cięcie. W szkole rodzenia straszyli nas, żeby – wzorem co niektórych celebrytek – nie wybierać tej opcji jako tej rzekomo „łatwej”, bo to taka straszna operacja, bo potem tak boli, że wyć się chce, bo człowiek unieruchomiony na wiele tygodni… więc gdy się okazało, że w moim przypadku to jedyne wyjście, minę miałam mocno nietęgą. Przyznam się nawet do ataku paniki i ubrudzenia simonowej koszuli mieszanką łez i glutów. Nigdy nie miałam żadnej operacji, nigdy nie byłam pod narkozą – ba, nigdy nie byłam w szpitalu dłużej niż trwały okresowe badania krwi. Mimo tych krótkich wizyt, zdążyłam się napatrzyć na ludzkie nieszczęście spogladające na mnie z łóżek pchanych przez pielęgniarzy; z wózków, na których siedziały wymęczone życiem osoby w różnym wieku; znad kul, których właściciele ledwo co byli w stanie się poruszać. Za każdym razem wychodziłam psychicznie przybita do granic możliwości. Szpital to zdecydowanie nie jest miejsce dla mnie. Nie pomaga fakt, że już na sam widok napisu „Department of Pathology” robi mi się słabo…

Od dnia paniki minęło już trochę czasu, a że do wyboru miałam rozpaczanie nad swoim smutnym losem oraz wzięcie się w garść, postawiłam na to drugie. Rozmawiałam lub korespondowałam z pięcioma koleżankami, którym też rozpruli brzuchy i ogólny konsensus jest taki – nie jest źle. Pewnie, że boli, ale da się wytrzymać, przecież szpital zapewnia mocne środki przeciwbólowe; cewnik – no tak, przez pierwsze ileś tam godzin, bo nie wstanę ze względu na wciąż trzymające znieczulenie, po prostu bym się przewróciła. Miłe toto nie jest, ale chyba bardziej ugodzi w moją dumę niż sprawi realny ból; mój organizm może się nie zorientować, że to „już” i nie będzie produkował mleka przez pierwsze parę dni – no to nakarmimy małego głodomora z butelki, przecież nic mu się nie stanie; cięcie robią nisko, nie powinno być widać nawet w bikini (priorytety!)… a poza tym blizny są podobno sexy. Simon ma taką dość dużą od pachy po żebra i udało mu się już kilka osób nabrać, że to po ataku rekina, którego walecznie przegonił ;)

Najgorsze to bycie unieruchomionym przez kilka tygodni. Blizna musi się zagoić, więc nie można się schylać, niczego podnosić, schody stają się wyzwaniem, nie wolno prowadzić samochodu przez 6 tygodni. Na szczęście Simon będzie ze mną przez 2 tygodnie, potem teściowa przez tydzień, potem znowu Simon… aż wydobrzeję i będę mogła zająć się małym uparciuchem sama.

Także od poniedziałku proszę trzymać kciuki i przesyłać całe mnóstwo pozytywnych myśli na południowy zachód Anglii :)

Reklamy

Dodaj komentarz »

Brak komentarzy.

RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: