Świat Marty W.

30 Maj 2014

O tym, jak Marta W. w Anglii pracy szuka

Filed under: maj 2014 — swiatmartyw @ 4:50 pm

Interesuje mnie tak naprawdę tylko jedna praca – Translation Project Manager, czyli koordynowanie projektów tłumaczeniowych w jakiejś miłej agencji. Pracowałam na takim stanowisku w Chinach i naprawdę się w tym odnalazłam. Gdyby nie to, że po pewnym czasie miałam serdecznie dość Pekinu, a rozłąka z Simonem mocno dawała mi się we znaki (podczas gdy on raczej nie tęsknił, gdyż spędzał dnie bezlitośnie zabijając zombie, których krew zalewała mu ekran, a one same, wydając ostatnie tchnienie, przeraźliwie wyły), pewnie robiłabym to do dziś. Napisałam CV i wysłałam w pięć miejsc.

W pierwszym mi podziękowali, bo choć w ofercie było napisane „język niemiecki mile widziany”, okazało się, że po prostu szukają niemieckiego native’a, czy też, jeśli ktoś woli, muttersprachlera.

W drugim odpisali, że są bardzo zainteresowani moją kandydaturą – od tamtej wiadomości minęły już trzy tygodnie, ale mimo kilku maili oraz zainicjowanej przeze mnie komunikacji na LinkedIn, więcej się nie odezwali.

W trzecim odpisali, że „bardzo długo się zastawiali”, ale jednak nie. Czemu? Nie powiedzą. Wiedzą, ale nie powiedzą.

W czwartym zaprosili na rozmowę. Zarówno sama rozmowa, jak i test z Tradosa poszły mi bardzo dobrze – niestety za dobrze. Zadzwonili i powiedzieli, że jestem zbyt wysoko wykwalifikowana i że bym się u nich nudziła…. Podobno jestem również zbyt dynamiczna, a u nich w biurze jest spokojnie i nudno… To są cytaty, nic nie zmyślam. Z dobrego serca poradzili mi również, iż z moją osobowością powinnam zostać tłumaczem ustnym i siedzieć w budce – i tutaj wyszło, jak bardzo się nie zrozumieliśmy. Na studiach nienawidziłam tych zajęć prawie na równi z beznadziejnie nudnymi i wydumanymi wykładami z dyskursu. Zupełnie nie nadaję się na tłumacza ustnego – co z tego, że wszystko rozumiem, skoro nie potrafię błyskawicznie przetłumaczyć i wyrzucić z siebie z szybkością karabinu maszynowego? Nie ma o czym mówić, dosłownie.

W piątym miejscu rozmowa 2 czerwca. Już sama nie wiem, jak mam do niej podejść. Może nie będę żywo gestykulować, chwalić się podróżami, mieszkaniem w kilku krajach, znajomością języków oraz kultur; może usiądę na krześle, spuszczę głowę, poudaję szarą myszkę i powtórzę parę razy „pardon”, „please” oraz „sorry to bother you but would you mind hiring me?” Widocznie Anglicy tak lubią.

Reklamy

Dodaj komentarz »

Brak komentarzy.

RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: