Świat Marty W.

6 Maj 2014

O roli emigracji w samopoczuciu

Filed under: maj 2014 — swiatmartyw @ 11:18 am

Nie pisałam częściowo z wrodzonego lenistwa, które czym jestem starsza, tym bardziej zaczyna mnie gnębić, a częściowo z powodów zdrowotnych. Nie chciałam w każdym wpisie informować czytelników, co mnie boli, gdzie mnie kłuje i czemu nie śpię po nocach. Czasami było tak źle, że nie mogłam siedzieć, a w związku z tym prowadzić samochodu ani pracować, innym razem jakby się poprawiało na chwilę, żeby za parę dni znowu mnie powalić, dosłownie, na łopatki. Raz nawet mi się było zemdlało, i to w pracy, co wywołało niezłą panikę w firmie i zawiezienie mnie na ostry dyżur wypasionym Bentleyem szefa (dobrze, że mu w tym Bentleyu za 180 tysięcy funtów nie zwymiotowałam, a blisko było, oj blisko!). Jedno, drugie, trzecie badanie, testy krwi, prześwietlenia – nic. W końcu mojemu lekarzowi pierwszego kontaktu skończyły się pomysły i wysłał mnie do specjalisty, do prywatnego szpitala niestety. No trudno, myślałam sobie, zapłacę równowartość mojej miesięcznej pensji za konsultację oraz super zaawansowany skan (najpierw pije się 2 litry ohydnego płynu, a potem wnętrzności świecą się na ekranie radiologa jak plastikowe gwiazdki na suficie mojego dziecięcego pokoju), ale przynajmniej powiedzą mi, co i jak. W momencie wykonywania skanu miałam permanentnie zdrętwiałą lewą stronę ciała, można było we mnie igły wbijać, a ja nic. Krótko mówiąc, dobrze nie było.

Wyniki przyszły w eleganckiej kopercie już następnego dnia. Treść listu zapamiętałam po pierwszym przeczytaniu:

„Dear Mrs W,

Your recent CT scan did not show any obvious reasons for your pain. Whilst this is reassuring, we appreciate it does not solve your problem.

Kind regards,

Dr. John A.”

Z jednej strony super, że to nie rak albo inne świństwo, no ale z drugiej, co się dzieje, do cholery? Ponieważ nie stać mnie na wizyty w prywatnych angielskich szpitalach, gdzie każde 40 minut kosztuje £200, postanowiłam zdiagnozować się w Polsce. Swoją drogą, głupio mi trochę było, bo z chwilą wylądowania w Gdańsku uczucie zdrętwienia minęło, a bóle się skończyły, więc musiałam lekarzom opisywać, gdzie mnie zwykle boli…. choć teraz jakoś nie. Byłam u sześciu specjalistów i w końcu gdy z wszystkimi wynikami poszłam do Głównego Specjalisty, pani doktor orzekła, że to po prostu… stres. „Do mnie ciągle przychodzą Polacy mieszkający za granicą i skarżą się, że tam ich boli, a w Polsce nie albo przynajmniej dużo mniej. To stres, proszę pani. Nie jest pani u siebie, cały czas myśli pani, że trzeba się bardziej starać, bardziej wykazać, i to po kilku latach odbija się na zdrowiu. Niech pani nigdy nie bagatelizuje tego, co stres może zrobić z człowiekiem. Proszę głęboko oddychać, pić herbatki na uspokojenie, no i… się nie stresować, bo nie warto”.

A ja głupia nie uwierzyłam, gdy dokładnie rok temu to samo powiedział mi angielski lekarz. Poszłam do niego, gdy już naprawdę nie mogłam zasnąć bez środka przeciwbólowego, wylałam swoje żale, a ten mi na to, że to stres i że on ciągle widzi imigrantów cierpiących na wyimaginowane, jak się wyraził, bóle. Gdy poprosiłam go o skierowanie na badanie krwi, odpowiedział: „Szkoda czasu na badania, nic nie wykażą”. Wściekłam się na niego tak, że wyszłam z gabinetu i trzasnęłam drzwiami. Wróciłam do domu i wykrzyczałam Simonowi, że angielscy lekarze to debile, że nie traktują mnie poważnie, że pieprzą głupoty i na niczym – NICZYM, krzyczałam – się nie znają. Ja tu się skręcam z bólu, a ten mi gada, że to sobie wymyśliłam, no co za dureń!

A tu taki klops.

Także proszę mnie nie denerwować, chcę widzieć same miłe komentarze :-)

Reklamy

13 Komentarzy »

  1. Moze Kamil ma problemy z oczyma spowodowane – stresem?

    Komentarz - autor: Tania — 6 Maj 2014 @ 11:29 am | Odpowiedz

  2. Poprawilam moj email:)

    Komentarz - autor: Tania — 6 Maj 2014 @ 11:33 am | Odpowiedz

  3. Muszę się uśmiechnąć.. :)
    Anna, którą ciągle łupie i strzyka, z wyjątkiem kiedy jest u mamy w PL, gdzie jest okazem zdrowia.

    Komentarz - autor: Anna — 6 Maj 2014 @ 11:37 am | Odpowiedz

    • Acha, czyli to nie tylko ja tak mam, phew! ;) To ten klimat chyba, plus dziwni ludzie ;)

      Komentarz - autor: swiatmartyw — 6 Maj 2014 @ 11:54 am | Odpowiedz

      • … tylko co z tym zrobić..? Jak sobie pomóc? Rada: ‚mniej stresu’ w przypadku, kiedy człowiek nawet nie wie, że jest zestresowany, albo na skutek czego, to taka sobie rada w sumie. Jak będziesz naciskać, to lekarz pewnie zapisze co najwyżej jakieś łagodne antydepresanty – bez sensu. To co?

        Komentarz - autor: Anna — 6 Maj 2014 @ 12:54 pm

      • Przede wszystkim muszę zmienić pracę, która mnie dobija – myślę, że wtedy humor mi się poprawi. Ale sama wiesz, że łatwo nie jest – niby equal opportunities and all that jazz, a jak przychodzi co do czego, to mimo że spełniam, a nawet przekraczam wymagania danej firmy, nawet się do mnie nie odzywają. Gdy dzwonię i pytam czemu, odbijam się od zlewającego „We are unable to provide any feedback”. Strasznie mnie to frustruje i z pewnością wpływa na drętwienia, bóle oraz inne atrakcje.

        Komentarz - autor: swiatmartyw — 6 Maj 2014 @ 1:01 pm

  4. Ja Ci już mówiłam, że to wszystko jest w głowie!!!!

    Komentarz - autor: Paula — 6 Maj 2014 @ 11:39 am | Odpowiedz

    • No właśnie, z spotkaniu z Tobą i Gosią będzie w następnym wpisie! :) Staram się nie denerwować i jakby trochę mniej boli!

      Komentarz - autor: swiatmartyw — 6 Maj 2014 @ 11:51 am | Odpowiedz

  5. więcej polskiej wódki :P

    Komentarz - autor: dariusz — 6 Maj 2014 @ 12:03 pm | Odpowiedz

  6. wspolczuje Marta, i dolaczam sie do grona fizycznie obolalych ze stresu! Winie prace i brak slonca :P

    Komentarz - autor: aniaedi — 6 Maj 2014 @ 8:12 pm | Odpowiedz

    • Podpisuję się pod tym rękami i nogami – głupia, w moim przypadku, praca oraz szaro-bura atmosfera po tylu latach zrobiły swoje…

      Komentarz - autor: swiatmartyw — 8 Maj 2014 @ 2:51 pm | Odpowiedz


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: