Świat Marty W.

19 czerwca 2013

Rura na rurze

Filed under: czerwiec 2013 — swiatmartyw @ 11:45 am

Ponieważ latka lecą i człowiek nie robi się ani ładniejszy, ani zgrabniejszy, ani w ogóle żaden pozytywny przymiotnik (może oprócz „mądrzejszy”, choć czy ja wiem? wątpliwe), postanowiłam z ostatnich lat wyglądania jako tako wycisnąć wszystkie soki. Najpierw pół naga sesja na plaży w Palermo (bo w innych krajach – o czym po 4 latach na Wyspach już zapomniałam – jest tak ciepło, że można się rozebrać, a nawet szaleć w morzu w sposób frywolny), a teraz taniec na rurze. Simon, co było do przewidzenia, podszedł do pomysłu niezwykle entuzjastycznie – do tego stopnia, że zapłacił za moje lekcje – oraz, co było jeszcze łatwiejsze do przewidzenia, zawył radośnie: „Pole on a pole!” (dla niewtajemniczonych – „Polak” oraz „rura” to po angielsku to samo słowo). Zastanawiałam się nad przetłumaczeniem jego zachwytu na polski i najlepsze, co mi przyszło do głowy, to właśnie to – Rura na rurze. Że niby star(szaw)a rura, znaczy się.

Jeśli myślicie, że taniec na rurze jest łatwy, to bardzo sromotnie się mylicie. Nie zdawałam sobie sprawy, ile siły trzeba mieć w bicepsach, żeby wciągnąć na rurę 60 kg żywej wagi. A potem to 60 kg jeszcze obkręcić o 360 stopni. A następnie jedną nogę zadrzeć tak, żeby móc z gracją do góry nogami z rury zjechać. To ostatnie wychodzi mi połowicznie – nogę zadzieram, ale z wysiłku wykrzywiam gębę, a czasem nawet zdarzy mi się pisnąć sobie ze strachu. Bardzo sexy.

Po pierwszej lekcji miałam siniaki na nogach i rękach. Po drugiej już tylko na kolanach, ale za to jakie, Jezu Jezusiczku! Gdybym chciała Simona oskarżyć o przemoc domową, każdy sąd by mi uwierzył. Podczas trzeciej lekcji miałam wrażenie, że bark mi się przesunął – ból nie do opisania. Na szczęście barku sobie nie wybiłam, ból był spowodowany zbyt rozpaczliwym trzymaniem się rury (podświadomość podpowiadała tragiczne scenariusze, jeśli puszczę) przy wykonywaniu takiej oto figury:

www-fightingfitlucan-ie

www-fightingfitlucan-ie

Żartowałam. Przy takiej mój kręgosłup wziąłby i trzasnął z wielkim hukiem. Gdy patrzę, co wyczynia nasza instruktorka, szczęka mi opada i nie mogę uwierzyć, że ciało jest zdolne do takich wygibasów. Wykupiłam tylko osiem lekcji, przy czym ostatnia wypada kilka dni przed ślubem i zastanawiam się, czy pójść i kusić los złamaniem sobie karku? Jeśli przeżyję, to chyba będę kontynuować, bo już po trzech lekcjach widzę wyraźną poprawę w umięśnieniu ramion, co pozwala mi na w miarę swodobne wspięcie się na rurę – i to na razie na tyle, bo boję się zejść… Nie od razu Rzym zbudowano.

W mojej grupie jest ok. 15 dziewczyn i jeden gruby facet. Rura trzeszczy pod nim niemiłosiernie, ale chyba nie o taniec mu chodzi – za kilkadziesiąt funtów przez 8 tygodni będzie sobie patrzył na 15 młodych dziewczyn w pozycjach dość miłych dla męskiego oka. Ma facet łeb ;-)

Reklamy

3 Komentarze »

  1. nosiłam się z zamiarem czas jakiś, przekonałaś mnie :)))) PS. po ilu lekcjach przestaje boleć? bo napisałaś tylko do trzeciej… ;)

    Komentarz - autor: Agata — 19 czerwca 2013 @ 1:54 pm | Odpowiedz

    • Bo dopiero miałam trzy ;-) Wciąż boli i siniaki nie schodzą ;-)

      Komentarz - autor: swiatmartyw — 19 czerwca 2013 @ 1:57 pm | Odpowiedz

      • to zanim się zapiszę, poczekam na dalsze wieści :D

        Komentarz - autor: Agata — 21 czerwca 2013 @ 8:03 am


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: