Świat Marty W.

24 stycznia 2013

Różnice przedmałżeńskie

Filed under: styczeń 2013 — swiatmartyw @ 4:02 pm

Strasznie nam się nie chciało iść na kurs przedmałżeński – już wyobrażałam sobie, jak zaczną tyradę, że będziemy smarzyć się w piekle, bo mieszkamy razem, a za nieregularne chodzenie do kościoła dostaniemy kocioł na największym ogniu i kilka kuksańców widłami. Od razu przypomniał mi się genialny obrazek Mleczki:

IMG-20121124-WA0001

Tymczasem okazało się, że angielscy Katolicy są bardziej wyrozumiali i nie mają zamiaru mówić nam, jak żyć. Skupiliśmy się na nas, naszych związkach, oczekiwaniach, słabościach. Na początku zaoferowano nam ciepłe napoje oraz wino – od razu zaczęłam się zastanawiać, czy to wino to pułapka, bo może chlejusom nie pozwalają się pobrać ;) Simon mnie uspokoił, że przecież nawet Jezus zmieniał wodę w wino… więc poprosiliśmy o kieliszek, tak dla kurażu ;)

Pierwsze ćwiczenie polegało na dokończeniu zdań rozpoczynających się od „I am….” Napisałam, że jestem ambitna, uparta, niezależna, niecierpliwa, czasem nie do wytrzymania itd. Wymieniamy się kartkami z Simonem, a tam: „I am devoted to my fiancée”, „I am very much in love with my future wife”. Miałam ochotę wyrwać mu moją kartkę i dopisać kilka miłych rzeczy o nim….

Potem było o naszych oczekiwaniach co do przyszłości. No to smaruję, że chciałabym mieć duży dom z kominkiem i ogrodem, podróżować, spełniać się zawodowo….. Wymieniamy się kartkami i znowu mi głupio, bo Simon napisał: „Mam nadzieję, że zawsze będziemy tak w sobie zakochani jak teraz i że w naszym związku nigdy nic się nie zmieni”.

Najbardziej urosłam w piórka, gdy musieliśmy napisać, dlaczego zakochaliśmy się w naszym partnerze. Ja wymieniłam sześć rzeczy, Simon dwa razy tyle.

Następnie trzeba było pomyśleć o sferach życia, w których prawdopodobnie będzie dochodziło do konfliktu. U nas nie było się nad czym zastanawiać – pieniądze, bo ja nie potrafię oszczędzać; tęsknota za mieszkaniem w Polsce, która podejrzewam dopadnie mnie za kilka lat; podróże, które wiążą się z pieniędzmi, bo dla mnie najważniejsze to gdzieś pojechać i coś zobaczyć, a nie np. wymiana okien czy nowy parkiet – bez tego mogę żyć, ale dusić się cały rok w jednym miejscu po prostu nie potrafię; i wreszcie dzieci – bo instynktownie czuję, że będę surową matką, pchającą biedne dziecko na kilka kursów języków obcych naraz, a po całym tygodniu w szkole, jeszcze do sobotniej polskiej szkółki. I co to znaczy, że nie chcesz iść na Oxford? No chyba sobie żartujesz! Marsz na Oxford, ale to już! A semestr zagraniczny oczywiście w Gdańsku. Simon: „I will be the cool dad, and Marta will be the disciplinarian!”

Choć tak naprawdę nie dowiedzieliśmy się o sobie niczego nowego, nie były to stracone trzy godziny. Tak, trzy godziny i kurs załatwiony! Teraz wszystko leży w gestii mojego polskiego księdza – oby wprawił machinę w ruch jak najszybciej, bo podobno na zezwolenie biskupa na ślub z niewiernym czeka się sześć miesięcy… a ślub za sześć miesięcy i dwa dni.

Reklamy

Dodaj komentarz »

Brak komentarzy.

RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: