Świat Marty W.

22 września 2012

Polskie piekiełko

Filed under: wrzesień 2012 — swiatmartyw @ 6:17 pm

Ostrzegam, to będzie przykry wpis.

Jakiś czas temu zastanawiałam się nad przeniesieniem bloga w bardziej „komercyjne” miejsce, gdzie miałby szansę zostać zauważony przez więcej osób. Nie twierdzę, że jest cudem świata, nie, ale miło by było dostawać więcej komentarzy. A może wcale nie?

Gdy czytam blogi wyróżnione przez Onet, blogi bliższych i dalszych znajomych, a także artykuły na dowolnym serwisie informacyjnym, smuci mnie i szokuje liczba prymitywnych komentarzy, bardzo często nie mających nic wspólnego z samym wpisem. Ktoś skomentuje, a reszta zaraz „Debilny komentarz!”, „A to napisz lepszy baranie!”, „Najpierw naucz się pisać, kretynie!” – podpisano „Polonista” itd… Komentarze do wpisów wcale nie są lepsze: „Ktoś ci powiedział, że nie umiesz pisać?? Co za nudy!”, „Beznadziejny post, kogo to interesuje!!!”, „Na czytanie tych pierdołów straciłem 3 minuty życia!”, i tak dalej.

Artykuł o założycielce fundacji Rak&Roll, która zmarła na raka. Wywiad z mężem.

W komentarzach pełno przekleństw, głupot takich, że aż słabo się robi, wyzwisk („Spierdalaj z forum, ty tłuku!!”), wywyższania samych siebie i poniżania wszystkich wokół („Jak ona paskudnie wyszła na tym zdjęciu, zaraz się porzygam!!”), nieustannego krytykowania Polski, w stylu: „Haha, idoci polaczki, harujecie jak woły, ja w ciągu miesiąca zarabiam więcej w Anglii [Norwegii, Islandii, Holandii, czy gdzie tam jeszcze nasi rodacy dotarli] niż wy przez cały rok waszego maluśkiego życia spędzonego na ciułaniu grosików!!” Ręce opadają. Oczywiście, część komentarzy to prowokacja w stylu „sprawdźmy, ilu ludzi uda mi się dzisiaj wkurzyć”, ale mam wrażenie, iż większość wpisów odzwierciedla sposób myślenia autorów. Wszędzie leje się żółć, żal, zazdrość, złośliwość i cokolwiek by się nie napisało, zawsze ktoś ma coś „genialnego” do powiedzenia. Idealnie pokazuje to ten obrazek:

Jak to mówi jedna z moich koleżanek, „Choćbyś stanęła na rzęsach i pierdziała złotem, i tak komuś nie dogodzisz. Zaraz będzie ‚Czemu takie krótkie te rzęsy?’, ‚Czemu złotem, a nie platyną?'”

Tytuł tego wpisu został zainspirowany artykułem na stronie f1.interia.pl, o Robercie Kubicy. Autorzy piszą (wytłuszczenie moje):

„Nasz najsłynniejszy kierowca wziął udział we włoskim rajdzie Ronde Gomitolo di Lana (…) Co oczywiste, pierwszy od fatalnego wypadku w lutym 2011 r. start Roberta Kubicy wywołał mnóstwo komentarzy, również w Internecie. Nie ukrywamy, że czytaliśmy je z zażenowaniem.

Owszem, nie brakuje wśród nich głosów uznania i wyrazów wsparcia, ale jest także mnóstwo przejawów tego, co nazywamy „polskim piekłem”. Takim, w którym diabli nie mają nic do roboty, gdyż nasi kochani rodacy sami dbają, by żaden z nich nie wychylił się zanadto z kotła, ochoczo podgrzewają smołę i pilnują ognia. Pojawiły się szydercze aluzje do paraolimpiady. Kpiny z „wiejskiego rajdu” i „podwórkowej ligi”. Sugestie, że wyniki imprezy były ustawione i z góry ustalono, kto ma ją wygrać.

Nie zabrakło również opinii, że jeżeli Kubica wróci kiedykolwiek na tory Formuły 1, to tylko w roli pracownika odpowiedzialnego za pompowanie opon w bolidach. itd. itp.

Smutne to wszystko i przykre, ale już Melchior Wańkowicz, wiele lat temu, zauważył, że naszą najgorszą narodową cechą jest bezinteresowna zawiść. Od czasu, gdy pojawił się Internet, rzesze kryjących się za parawanem anonimowości, a więc czujących się całkowicie bezkarnie nienawistników mogą wreszcie dawać upust swoim frustracjom na szerszą skalę. I nader skwapliwie korzystają z tej okazji. Nic dziwnego, że Robert Kubica stroni od ojczyzny i krajowych mediów”.

I jeden sensowny (wśród morza prymitywnych) komentarz do tego właśnie artykułu, potwierdzający powyższe rozmyślania:

Już od trzech lat mieszkam w Anglii, codziennie czytam serwisy informacyjne na różnych brytyjskich stronach i przysięgam, nigdy – NIGDY – nie widziałam żadnych chamskich wpisów. Nawet jeśli komentujący nie zgadza się z tezą artykułu/ wpisu, nie przeklina, nie wyzywa, nie poniża – tylko w konstruktywny sposób przedstawia swoją opinię. I jakoś nikt nie wytyka innym błędów w pisowni, choć takie się zdarzają, to normalne. Kto z nas nigdy nie popełnił błędu?

Artykuł o skandalu ze zlizywaniem bitej śmietany/ pianki do golenia z kolan księdza. Ktoś zadaje pytanie… i zaczyna się:

kilka wymian zdań później…:

No co to za poziom, na litość boską??

Artykuł o nowym filmie Polańskiego, na zdjęciu z żoną Emmanuelle Seigner, która ma w nim zagrać. Wśród dziesiątków komentarzy na temat wszelakich zboczeń:

Artykuł o prezydencie Urugwaju, który podobno żyje bardzo skromnie:
Co to za patologia? Wydawałoby się, że ktoś, kogo stać na komputer oraz opłacanie internetu, teoretycznie musi mieć jaką pracę, czyli musiał przez kogoś zostać zatrudniony na przyzwoitym stanowisku, a skoro został zatrudniony, to powinien coś sobą reprezentować? Wielki błąd – okazuje się, że do internetu dostęp mają nawet najbardziej chorzy z nienawiści debile.

Inną dobrą cechą Brytyjczyków jest to, że bardzo wspierają swoich rodaków. Na przykład – wiadomo że nie wszystkim sportowcom zawsze dobrze idzie, ale gdy przegrywają, zaraz pojawiają się komentarze w stylu: „I’m gutted for them, they worked so hard! Oh well, hopefully it will be better next time!” – a u nas od razu „Beznadzieja, porażka, kompromitacja! Za co oni dostają pieniądze, pewnie wszystko z moich podatków, a ja się nie zgadzam, żeby ci nieudacznicy….” i już sypią się epitety.

Na Wirtualnej Polsce ukazał się artykuł o Justynie Kowalczyk, która zaczęła przygotowania do nowego sezonu w Nowej Zelandii. Od razu zewsząd biadolenie, czemu Nowa Zelandia, a nie Alpy i na pewno z moich pieniędzy i nie po to ciężko pracuję, żeby… Poza tym utworzyły się dwa obozy – za i przeciw Norweżkom biorącym lekarstwa na astmę. Rozumiem, że temat jest kontrowersyjny, ale naprawdę trzeba tak?

A wszelkie głosy rozsądku od razu są uciszane…:

Mam nadzieję, że w swojej masie nie jesteśmy tacy. Szkoda tylko, iż ta mniejszość jest taka głośna i zauważalna.

Ktoś powie – nie czytaj komentarzy, to nie będziesz się denerwować. No tak, ale na swoim blogu musiałabym czytać, choćby po to, żeby co głupsze usunąć. Zostaję na WordPress, po co mi to.

Reklamy

6 Komentarzy »

  1. Jeżeli mogę doradzić – nie przenoś. Ja swojego blożka (;)) miałam z początku na onecie właśnie…NIe, nie, nigdy więcej. Teraz jest prywatnym blogiem, z prywatnym życiem, dla bardzo ograniczonej liczby osób, które daleko, a kontakt z nimi utrzymać się chce. Ilość osób wchodzących wtedy, i komentujących w sposób poniżej wszelkiej krytyki, przerósł moje możliwości kognitywno-poznawcze. Nie uważam, żeby można było komuś w buty z butami tylko dlatego, że napisał coś w miejscu publicznym. Ok, jest spro shitu w Internecie, ale nikt nie każe tego czytać, mamy wybór. A trole rozsiewające hejtyzm, hejtujące i do hejtingu nawołujące… i ‚poloniści’ specjalizujący się w wyszukiwaniu literówek…albo sie ma twarde serce wtedy albo tylek do bicia. Ja nie mialam sily na nadzorowanie komentarzy, a nie bylo ich (tych słabych) aż tak dużo. I doszłam do wniosku takiego, jak kończący Twój wpis – po co mi to. :)
    A to, że Polacy w gnojeniu najlepsi… no cóż, wszak kierują się katolickimi zasadami, gorliwie wierząc i kierując się naukami swojego jedynego słusznego Boga. A nie, czekaj, może jednak nie. Tam było coś o szacunku, miłości i pomocy. To może jednak narody pomyliłam ;)

    Komentarz - autor: wierna czytelniczka Zofia — 25 września 2012 @ 10:45 am | Odpowiedz

    • Właśnie chciałam na Onet przenieść, także po Twoim komentarzu już na pewno tego nie zrobię, dzięki :-))

      Komentarz - autor: swiatmartyw — 25 września 2012 @ 9:43 pm | Odpowiedz

  2. Ja ostatnio próbowałam dyskutować z moją koleżanką (niezbyt bliską ale jednak koleżanką, którą zawsze uważałam za miłą i wesołą dziewczynę). Dostałam od niej takie ochrzan za swoje własne zdanie i za delikatne zwrócenie uwagi, żeby do mnie nie bluzgała (sorry!), że postanowiłam nigdy więcej z nią w dyskusje nie wchodzić. Prześlę Ci mailem moją wymianę zdań z koleżanką. Raczej nie do publikowania. Lepiej nie… :)

    A co do komentarza Zofii i w zasadzie do wszystkich takich wpisów, że „Polak = katolik, katolik = dobre uczynki, kultura” – uważam, że jest to dość duże uproszczenie. I nie lubię sprowadzania dyskusji o chamstwie do konkluzji „jeśli Polak katolik to chamski nie powinien być”. To jest chyba kwestia kultury osobistej, a nie (tylko i nie zawsze) wiary. Jak ktoś nie jest wierzący, to też miły może być ;)))) To tak tylko chciałam powiedzieć i wtrącić swoje trzy grosze (czy ile ich tam było oryginalnie;))).

    Komentarz - autor: Marta G. — 25 września 2012 @ 2:37 pm | Odpowiedz

    • o, sie troche niezrozumialysmy. to ironia miala byc z tymi katolikami. Chociaz nie przecze, ze w moim odczuciu ktos, kto kieruje sie zasadami wiary opierajacej sie na milosierdziu, chamski szczegolnie byc nie powinien. Zarzuca sie niewierzacym chamstwo szeroko pojete, a wierzacy rowniez (jesli nie czesciej, wszak statystycznie jest ich wiecej) chamscy byc potrafia. bo -jak zauwazylas- ludzie sa tylko ludzmi, i wszystko zalezy od tzw. kultury osobistej. Ktorej w internecie(i zyciu realnym) czesto brak. Pozdrawiam!

      Komentarz - autor: zofia — 25 września 2012 @ 8:31 pm | Odpowiedz

      • Ja tak ogólnie mówię raczej, żeby kultury lub jej braku nie kojarzyć z religią, bo to nie zawsze idzie w parze. Chociaż może czasami powinno, bo podział byłby prostszy :D => Chcesz człowieku kultury – idź do wierzącego. A tak, bądź tu mądry i sam się na własnej skórze przekonaj ;))) Jak ja w mojej dyskusji „kulturalnej”, o której wspomniałam – tak zostałam zbluzgana, że aż się zdziwiłam. Myślałam, że coraz mniej rzeczy mnie dziwi, a tu taka niespodzianka :D

        Komentarz - autor: Marta G. — 28 września 2012 @ 2:38 pm

  3. też się dziwię chamskim komentarzom na całej sieci – jakoś mam nadzieję, że jest to tyłko mała ilość ludzi, ktorzy ale mają bardzo szybki internet, o wiele za dużo wolnego czasu i mało do pochwalenia się w życiu nie-internetowym, tak że pisać komentarzy powyżej citowane im sprawia radość i poczucie „ale im pokazałem!”.

    jedna znajoma, która ma dość wielkiego publicznego blogu dokońca zatrudniła studentkę, żeby ona się zajęła usunięciem SPAM-ów i chamstw. zawsze się cieszyłam, jak tam żywo i konstruktywnie ludzi komentują – no a widocznie to wynik skrajnej, niestety potrzebny (bo inaczej dyskusja nie do przeczytania) i pracochłonnej cenzury ;)

    Komentarz - autor: iris — 26 września 2012 @ 12:56 pm | Odpowiedz


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: