Świat Marty W.

26 grudnia 2011

Moje pierwsze Święta w Anglii – część I

Filed under: grudzień 2011 — swiatmartyw @ 12:30 am

Przyjechaliśmy na farmę w czwartek wczesnym popołudniem – tu słowa uznania należą się naszemu kotu, który przez 4,5 godziny siedzenia w ciasnej klatce pisnął zaledwie kilka razy. Nie zafajdał samochodu, nie robił histerii – prawdziwy kot podróżnik. Gdy wypuściliśmy go w domu teściów, oczy mu się rozszerzyły ze zdziwienia – tyle miejsca!* tyle schowków! dwa osobniki wyglądające jak on, tylko trzy razy większe (bo okrutnie spasione ;)! dwa osobniki 10 razy większe i niezbyt przyjaźnie nastawione, a w dodatku wyżerające mu jedzenie z miseczki! ;) Tyle nowych wrażeń! Mieliśmy ubaw po pachy obserwując go. Teraz, po czterech dniach, jego dzwoneczek rozbrzmiewa po całej farmie – nawet odważył się pójść do obory i powąchać krowę, taki dzielny!! :D

22 i 23 praktycznie nic się nie działo. Miałam nadzieję, że zobaczę, jak teść przebiera się za Św. Mikołaja i na wielkich saniach, na których montuje głośniki i podłącza do nich iPoda z kolędami, jeździ od farmy do farmy zbierać datki dla potrzebujących. Niestety zrobił to tydzień wcześniej – i nie na saniach, bo śniegu nie spadło ani milimetra, tylko w traktorze z przyczepą ;) Zebrał rekordowe 7 tys. funtów! (35 tys. złotych)

24 grudnia zaczęło się sprzątanie i gotowanie. Przyszła siostra teściowej i dosłownie w ciągu trzech godzin zrobiła kurczaka w pomarańczach faszerowanego drugim kurczakiem, faszerowanego mięsem, zupę, trzy ciasta, sos jabłkowy, obrała kilka kilogramów ziemniaków, marchewek, pasternaków i czegoś tam jeszcze, przygotowała trzy czy cztery stroiki takie jak ten (z niczego, od zera):

jak również wypucowała całą kuchnię, włącznie z szorowaniem podłogi na kolanach. Czuliśmy się z Simonem idiotycznie, gdy pani lat prawie 70 klęczała i szorowała podłogę, a my się na to patrzyliśmy jak sroki w gnat – ale nie pozwoliła sobie pomóc, pytaliśmy sto razy – „Nie, nie, ja najlepiej pracuję sama!” Gdy wczesnym popołudniem wróciła teściowa, skomentowała to tak: „Najlepiej zostawić Elizabeth w spokoju – jeśli zaczniecie jej pomagać, natychmiast wybuchnie kłótnia – wiem, co mówię, znam ją od 66 lat!” ;)

Teściowa dawała nam zadania, ale tylko takie nie wymagające specjalnych umiejętności ;) np. nakrywanie stołu, no i rozpalenie kominka (to Simon), żeby sprawdzić, czy działa. Wyszło nam tak:

Na zdjęciu dobrze nie widać, ale miejsc jest 19 – tyle osób miało być na kolacji 24 wieczorem. Zaskoczyło mnie to, bo myślałam, że 24 nic się u nich nie robi – you live and learn! :)

Piszecie kartki świąteczne? Ile? Ja w tym roku wysłałam jedną i uważałam to za wielki sukces ;) W dobie Facebooka i e-mailii nie chce mi się i koniec. Teściowa za to co roku wysyła co najmniej… dwieście pięćdziesiąt!!! A sama dostaje  około dwustu i potem rozstawia i rozwiesza je po całym domu – oto dowód, a i tak nie pokazuję Wam wszystkich, bo zanudzilibyście się oglądając dwieście kartek:

Kuchnia

Jadalnia

Salon

Salon

Salon - nasz fotogeniczny Vader i jego dzwoneczek, a za nim kolejne kartki

Acha, muszę się pochwalić – pomogłam piec mince pies, czyli pod czujnym okiem teściowej wykrajałam kółeczka z ciasta, które ona zrobiła, a potem ładowałam na nie farsz, który również ona zrobiła ;) Napracowałam się, że hej.

Nigdy nie widziałam 19 osób przy jednym stole, może za wyjątkiem jakiejś stypy. Atmosfera była fantastyczna, jedzenie – rewelacyjne, po prostu rewelacyjne, a towarzystwo bardzo sympatyczne. Siedziałam obok pary z Niemiec i na szczęście bawiły ich moje żarty, choć naprawdę nie były zbyt wysublimowane ;) Chyba po prostu się cieszyli, że ktoś zna niemiecki, a co za głupoty gadał, to już się nie liczyło.

Menu:

Przystawka – fromity (kto mi powie bez Google’a, co się pod tą nazwą rozumie w Yorkshire? no, koledzy i koleżanki lingwiści-kulturoznawcy ;)

Danie główne – kurczak zrobiony przez siostrę teściowej, dla wegetarian rolada z kasztanami (!), grzybami i nie wiem, czym jeszcze, ale było pyszne, wegetariański quiche też nie wiem z czym (od razu widać, jak bardzo interesuję się kuchnią i jaką mam do niej pasję! :D), ale lepszego chyba nigdy nie jadłam, młode ziemniaki w mundurkach, różnego rodzaje chutney, marynowane i gotowane warzywa.

Deser – trzy różne rodzaje  – lemon syllabub (teściowa wyglądała na zszokowaną, gdy spytałam, czy to mus cytrynowy), truskawki w karmelu i czymś tam jeszcze oraz tzw. trifle, czyli według Wikipedii:

Trifle – deser jadany w Anglii, przyrządzony z ułożonych warstwami ciasta biszkoptowego zmoczonego winemgalaretki owocowej, owoców, polany sosem custard i ozdobiony bitą śmietaną.

Uff… nie można się było ruszyć po tym wszystkim! Oczywiście wino, szampan, port i sherry lały się strumieniami też :)

cdn.
*sześć sypialni, salon, jadalnia, gabinet, duża kuchnia, trzy łazienki oraz gigantyczna rupieciarnia, która oczywiście została ulubionym pomieszczeniem Vadera ;)

Reklamy

2 Komentarze »

  1. Marta, litości! Zawsze chciałem być lingwistą, ale nigdy nie uważałem, aby nieodłączną częścią wykonywania tej szlachetnej profesji była znajomość specjałów angielskiej kuchni w wariancie z Yorkshire :) Nie zrozum mnie źle, doceniam Twoją pasję wchłonięcia całego angielskiego kodu kulturowego, ale mnie wystarcza, że wiem, o czym był ostatni odcinek „How I Met Your Mother”…

    Komentarz - autor: Symeones — 2 stycznia 2012 @ 11:13 pm | Odpowiedz

    • Wiem, wiem, masz rację, to prowokacja ;) A poza tym ciekawostka – jeśli ktoś sobie chce sprawdzić, to sprawdzi, nie, to nie. Mam nadzieję, że kiedyś wrócę do Gdańska, założę katedrę lingwistyki stosowanej na UG i będę zamęczać moich studentów dokładnymi opisami zwyczajów w Wielkiej Brytanii! :)

      Komentarz - autor: swiatmartyw — 4 stycznia 2012 @ 9:17 pm | Odpowiedz


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: