Świat Marty W.

16 lipca 2011

Alton Towers

Filed under: Podróże małe i duże — swiatmartyw @ 11:12 am

Zawsze lubiłam się bać. Od bardzo młodego wieku czytałam horrory, oglądałam horrory, a nawet pisałam horrory – słynna rodzinna historia, gdy Marta lat 14 przychodzi do sypialni rodziców i mówi: „Tak się boję, że nie mogę dalej pisać, długopis mi się trzęsie!!” ;)

Alton Towers to podobno największe wesołe miasteczko w Wielkiej Brytanii – z tymże polska nazwa „wesołe miasteczko” jest mocno nietrafiona, gdyż wesołość ustępuje miejsca temu co lubię, czyli… paraliżującemu strachowi oraz niebezpiecznemu poziomowi adrenaliny. Wjeżdżając na każdy rollercoaster człowiek myśli sobie „Cholera, to już chyba koniec!”

Najpierw poszliśmy na „Oblivion” (pol. zapomnienie). Zanim runiesz 55 metrów w dół z szybkością 109 km/h (!!!), zawieszają cię na krawędzi, żebyś sobie dobrze zdał sprawę, jakim jesteś idiotą i co ryzykujesz:

Piski i wrzaski ludzi są po prostu ogłuszające. W najstraszniejszym momencie, czyli po pierwszej sekundzie spadania, robią ci zdjęcie, do kupienia później w sklepiku (jeśli przeżyjesz, znaczy się). Potem wpada się w ciemny tunel z oparami bliżej niezidentyfikowanej subtancji, która ma nas przekonać, że jesteśmy w piekle (na tym etapie człowiek, wgnieciony w fotel i przerażony jak nigdy w życiu, jest w stanie uwierzyć we wszystko ;). Wystraszyłam się tak bardzo, że odebrało mi głos. Żadnego „AAAAAHHHH”, ani „OH MY GOOOOOOOOD”, tylko uporczywa myśl, „Jestem za młoda, żeby umierać!!!”

Tak się rozpisałam, jakby to wszystko trwało pół godziny – a tak naprawdę trwa… zresztą zobaczcie sami (znalezione na YouTube):

Było rewelacyjnie, rewelacyjnie!!! Uwielbiam się bać :) Gdy zobaczyliśmy swoje zdjęcie, śmialiśmy się dosłownie 5 minut non-stop – Simon miał wykrzywioną i spłaszczoną twarz, a ja szeroko otwarte, przerażone oczy i rozdziawioną gębę :D

Na drugi ogień poszedł rollercoaster „13”, mój ulubiony. Czekaliśmy aż 40 minut, ale warto było – w pewnym momencie wpada się w ciemny tunel i rollercoaster po prostu leci pionowo w dół, a człowiek czuje się jakby nie było grawitacji. A potem kolejka rusza do tyłu…. Boże, Boże, o mało nie dostałam zawału, było super! ;)
Czekając na „13” przesuwaliśmy się wokół płotu, na którym – z nudów – wiele osób coś pisze. A to ktoś kogoś kocha, a to ktoś kogo nienawidzi, a to ktoś twierdzi, że jego szef to kretyn. Po polsku znalazłam tylko jeden wpis – brzmiał on: „Polska i huj! 2011″… Uczcijmy to minutą ciszy. Simon niestety też zauważył i pyta się, co to znaczy, „Poland and prick??”. Żeby uratować honor niezbyt mądrego rodaka, zmyśliłam kontekst i oświadczyłam, iż oznacza to „Polska ponad wszystko”… Simon: „Really?? That’s a bit weird…”

Nie będę opisywać wszystkich, ale muszę opisać hit dnia – „Nemesis”, pierwszy rollercoaster w Anglii, na którym większość czasu spędza się do góry nogami. Dochodzące z niego wrzaski słychać na pół parku – a gdy podejdzie się bliżej, robi się jeszcze mniej wesoło, gdyż wszyscy drą się w niebogłosy, a mała rzeczka i kilka wodospadów otaczających „Nemesis” zostało zabarwionych na różowo – no że niby to krew tych, którzy zdecydowali się na jazdę ;)

Nigdy, nigdy w życiu tak się nie bałam. Miałam miękkie kolana, żołądek się buntował, w gardle mi wyschło. Chciałam zrezygnować, ale Simon przekonał mnie do zaryzykowania. Było tak:

Simon: Ju hu hu!!!!!
Ja: AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!
Simon: Wow, that’s greeeeeat!!
Ja: JEZUS MARIAAAA!!!!
Simon: Oh yeah, oh yeah!
Ja: MAMO RATUUUUUUUJ!!!

To ostatnie, przyznaję, było dość desperackie ;) Sami obejrzcie (znalezione na YouTube):

Rewelacja, rewelacja!!!! Jeśli będziecie mieli okazję, idźcie koniecznie!!

Reklamy

5 Komentarzy »

  1. Fajowo!:) Ja też zawsze lubiłam się bać. W wieku 12/13 lat masowo czytałam Stephena Kinga a potem musiałam spać przy oświeconym świetle;)
    Jak kiedyś moje wielkie marzenie się spełni i zamieszkam w UK na stałe, koniecznie odwiedzę Alton Towers:)

    Komentarz - autor: truskawkowepola — 17 lipca 2011 @ 10:54 am | Odpowiedz

    • Ja też uwielbiam Stephena Kinga!!! „Misery” podobało mi się najbardziej, czytałam pewnie z dziesięć razy! :-)

      Komentarz - autor: swiatmartyw — 19 lipca 2011 @ 7:31 pm | Odpowiedz

      • Oooo, „Misery” to również moja ulubiona książka:) Na równi z miasteczkiem Salem;)

        Komentarz - autor: truskawkowepola — 20 lipca 2011 @ 8:06 am

  2. 109km/h? 55m? „Just another day in the office”.
    W tej konkretnej chwili mam rollercoster od ponad 24h. Przechyły po 35stopni na burtę i jak to piszę to co kilkanaście sek odjeżdżam od kompa razem z fotelem…. a fotel nie ma kółek…

    Komentarz - autor: Michał — 24 lipca 2011 @ 8:52 pm | Odpowiedz

    • Ojoj, ja niestety od razu zwróciłabym zawartość żołądka :-( Trzymam kciuki, żebyś mógł pracować w bardziej przyjaznych dla człowieka warunkach…

      Komentarz - autor: swiatmartyw — 24 lipca 2011 @ 10:01 pm | Odpowiedz


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: