Świat Marty W.

3 lipca 2011

Maroko część V – Marakesz

Filed under: Podróże małe i duże — swiatmartyw @ 10:46 pm

Czas ucieka, a pamięć coraz gorsza – więc będę się streszczać.

Do Marakeszu pojechaliśmy „lokalnym” autobusem, który – ku naszemu zdziwieniu i zadowoleniu – niczym nie odbiegał od tego, co my Europejczycy rozumiemy pod pojęciem „autobus” ;) Może trochę brudnawo było, ale bez przesady – koła miał, klimatyzację miał, w 3 godziny na miejsce nas dowiózł. Jeden mocno starszy pan strasznie się awanturował, bo najpierw wsiadł, a potem nie chciał płacić. Oczywiście nic nie rozumieliśmy, ale wydawało nam się, że dosiadali się do niego kolejni pasażerowie i usiłowali przemówić mu do rozsądku. W końcu kierowca się zdenerwował, zatrzymał autobus i chciał pana wyrzucić. Pan się wystraszył i zapłacił – ale był bardzo niezadowolony i Allaha wzywał. Ot, lokalny koloryt ;) Widoczki po drodze:

Ryneczek

Dworzec w Marakeszu prezentował się imponująco:

 

en.wikipedia.org

Złapaliśmy taksówkę, wynegocjowaliśmy cenę, jedziemy do hostelu. Po drodze pan taksówkarz, łamanym angielskim przeplatanym z francuskim, a co gorsza miejscami również arabskim, przyznaje, że nie ma bladego pojęcia, gdzie nas zawieźć. Jeszcze raz pokazujemy mu adres, mapę i wskazówki. Pan rozkłada ręce. Na światłach drze się do kierowcy obok, może on wie? Nie wie. Może inny wie? Nie wie. Jeździmy w kółko, błądzimy, pan zaczyna się wściekać,  i krzyczy na Simona po arabsku, przy okazji całkowicie się do nas odwracając i nie patrząc na drogę, na której są samochody, ludzie, stragany i osły. Ryczę na niego: „Watch the road!!! And what do you mean you don’t know, you’re the goddamn taxi driver here!!!” Simon, ostoja spokoju, najpierw uspokaja jego, a potem mnie. Istny cyrk na kółkach. Wreszcie kolejna zapytana osoba wskazuje nam kierunek, na co nasz taksówkarz oświadcza, że to jest „dalej niż myślał” (a przecież nic nie myślał, bo nie wiedział) i w związku z tym już nie obowiązuje wcześniej ustalona cena – tylko dwa razy większa. Wrzaski, krzyki, wzywanie Allaha. W końcu płacimy tylko trochę wiecej, wysiadamy… i dopada nas tłum lokalnych przewodników, drących się jeden przez drugiego, że tutaj jest mnóstwo małych uliczek i bez ich pomocy nigdy – NIGDY! – nie trafimy do naszego hostelu. Byłam już tak wściekła, że miałam ochotę kogoś kopnąć i w duchu przeklinałam swój pomysł pojechania do arabskiego kraju, w którym z góry było wiadomo, jak będzie. No właśnie tak.

Simon, po raz kolejny ostoja spokoju, wybiera jednego z przewodników i pozwalamy się prowadzić jak dzieci. Rzeczywiście, labirynt uliczek niesamowity, dosłownie po kilku zakrętach tracimy orientację. Pan doprowadza nas do… innego hostelu. Zdziwieni tłumaczymy mu jeszcze raz, że taka a taka nazwa, taka a taka ulica, i pan mówi: „Aaaaa!!!! Rong dajrekszyn!!!” Okazało się, że z miejsca, w którym wysiedliśmy z taksówki, do naszego hostelu były dwie minuty, ale ponieważ pan błądził i błądził, po doprowadzeniu na miejsce zarządał 20 funtów (100 złotych). Simon stracił cierpliwość (a to już coś oznacza). Dał mu 2 funty i posłał takie spojrzenie, że pan nawet za długo nie biadolił.

Managerem w hostelu okazała się Brytyjka. Była miła, ale zachowywała się co najmniej dziwnie – ruszała się bardzo wolno, wręcz leniwie, bardzo wolno mówiła i nie mogła się na niczym skupić, przeskakiwała z tematu na temat, a pomiędzy zdaniami nie było logicznego powiązania. Gdy wreszcie dostaliśmy klucze i zamknęliśmy za sobą drzwi pokoju, Simon dostał histerycznego ataku śmiechu. ??? co jest, pytam, a on na to, zwijając się w pół: „Upaliła się trawką, dlatego taka dziwna, nie czułaś zapachu??!” No, to by wiele wyjaśniało ;)

Hostel był bardzo klimatyczny:

Sufit w naszym pokoju (Simon tiwerdził, że zrobienie takiego u nas zajęłoby mu 2 miesiące - no, to do roboty, kochanie ;)

 

Drzwi oraz okna naszego pokoju

 

To pomieszczenie jest bardzo duże i posiada jeszcze dwa dodatkowe stoły. Tutaj zbieraliśmy się wieczorami na pogaduszki z innymi podróżnikami - a jeśli nie padało, szliśmy na dach i tam graliśmy w karty

Pyszne śniadania, miła atmosfera, no i ciekawi ludzie z całego świata, głównie podróżujący już po kilka miesięcy, chętni do opowiadania o swoich przygodach. Czuliśmy się tak jak w 2008 r., gdy razem przemierzaliśmy Azję południowo-wschodnią i codziennie spotykaliśmy nowe osoby, każda z workiem opowieści, wspomnień i rad. Było fantastycznie!

ALE. Oczywiście musiało być jakieś „ale” ;). W opisie hostelu widniało słowo „riad”. Jakoś nie przyszło nam do głowy sprawdzić, co to dokładnie oznacza – a oznacza ni mniej, ni więcej, tylko to, że okna wszystkich pokoi wychodziły na wewnętrzny „dziedziniec”, ten z fotelami ze zdjęcia, czyli że nie było okien „na świat”, ze świeżym powietrzem. Pół biedy to świeże powietrze, ale słyszało się dosłownie wszystko, co inni robili/ mówili w każdym pokoju. Niektórzy szli spać o 3 nad ranem, inni wstawali o 6 rano, bo np. jechali na całodzienną wycieczkę na pustynię…. a między nimi Marta W., która nie może spać nawet gdy ptaki ćwierkają. Nie wspomnę o meczecie, który co prawda był dość daleko, ale miał cholera tak dobre nagłośnienie, że codziennie o 4:10 budziło nas mega głośne OOOOHHH AHHHH ALLAHU AKBAR!!!! Cały Marakesz chodziłam śpiąca ;)

CDN

PS. Nie, jednak nie dam rady się streszczać, jak to się ładnie mówi po angielsku, you’ll have to bear with me! ;)

Reklamy

2 Komentarze »

  1. Chętnie bym pojechała do Maroko-może w przyszłym roku mi się uda;)
    Uwielbiam Twojego bloga! Tak mi się spodobał, że aż sama sobie założyłam. Co prawda ja nie mam tak lekkiego pióra jak Ty, ale mam nadzieję, że mój chociaż w połowie będzie tak czarujący jak Twój:)

    Komentarz - autor: truskawkowepola — 8 lipca 2011 @ 8:07 am | Odpowiedz

    • Ale mi miło, dziękuję bardzo! :-) Zaraz będę czytać Twojego bloga, na pewno fajny :-)

      Komentarz - autor: swiatmartyw — 9 lipca 2011 @ 10:48 am | Odpowiedz


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: