Świat Marty W.

11 stycznia 2011

Angielska obsługa klienta lekarstwem na niskie ciśnienie

Filed under: styczeń 2011 — swiatmartyw @ 1:15 am

Jeśli ktoś z Was mieszka w Wielkiej Brytanii i cierpi na niskie ciśnienie, picie kawy lub branie tabletek jest zupełnie zbędne. Wystarczy zadzwonić na numer obsługi klienta dowolnej firmy, a gwarantuję, że krew zacznie Wam pulsować w skroniach, a serce przekroczy 180 uderzeń na minutę. Oto co mnie spotkało tym razem:

Wymyśliłam sobie, że trzeba Simona trochę ukulturalnić, a przy okazji samej też nieco wielkiego świata zobaczyć i postanowiłam kupić bilety do teatru na konkretną sztukę w Londynie. Google podpowiedziały, że najtaniej jest na http://www.lastminute.com – i rzeczywiście, kilkanaście funtów taniej, zawsze jakaś różnica. Zapomniałam o starym polskim powiedzeniu, że chytry dwa razy traci…

Pod koniec długiego procesu bukowania, na ekranie pojawiła się wiadomość o błędzie oraz ostrzeżenie, żebym nie kupowała jeszcze raz, bo być może transakcja przeszła, tylko zadzwoniła na numer obsługi klienta.

Dzwonię. Odbiera pani z Delhi. Już kiedyś pisałam, że większość angielskich firm ma centra obsługi klienta w Indiach i niestety bardzo trudno się dogadać, bo poziom angielskiego pracowników jest żenująco słaby*. Nie, zamówienie nie przeszło. No to proszę mi te bilety zabukować teraz. Pani bukuje, wszystko się zgadza, mam dostać potwierdzenie w ciągu 20 minut. Potwierdzenia nie dostaję. Poczekam jeszcze, z Delhi do Anglii długa droga ;) może jeszcze dojdzie.

Następnego dnia sprawdzam wyciąg z konta i oczom nie wierzę – ściągnęli mi z karty cenę 6 biletów, czyli tak, jak bym zabukowała trzy razy. Dzwonię z awanturą. Znowu pan z Delhi, prawie go nie rozumiem – ani on mnie, co nie ułatwia sprawy. Na moim koncie niby nie ma żadnych transakcji. Jak nie ma, skoro są, wściekam się. Pan bezczelnie odkłada słuchawkę. Nie mam już siły, muszę się uspokoić.

Następnego dnia znowu dzwonię. Słucham muzyki przez 20 minut, wreszcie ktoś odbiera. A tak, zorientowali się, że wystąpił błąd i usunęli wszystkie transakcje, dostanę pieniądze w ciągu tygodnia. Jak to wszystkie, pytam zdziwiona, przecież zależy mi na tych biletach! A no nie, nie pomyśleliśmy, tak nam się wydawało, że skoro wystąpił błąd, to należy pani całą sumę zwrócić. Wściekła cedzę przez zęby: To proszę mi zabukować te bilety teraz! Niestety już nie ma. Klnę, klnę bardzo brzydko, i rzucam słuchawką.

Biletów już nie ma. Na żadnej stronie :/

* Dla przypomnienia:

Rzucę rekawicę każdemu, kto powie, ze Hindusi znają angielski. Nie znają. Angielski jest oficjalnym językiem w Indiach powiecie? Ha-ha-ha – to mój jedyny, jakże wysublimowany, komentarz. Co to jest, żeby po połączeniu się np. ze swoim bankiem , Simon musiał pięć razy literować swoje imię i nazwisko, bo pan w Delhi niestety nie rozumie różnicy miedzy „j”, „g” i „h”. Co to jest, że przy jakimkolwiek problemie – czy to z kablówką, czy to z telefonem komórkowym, czy z bankiem właśnie – rodowity Anglik nie może porozmawiac z innym Anglikiem, tylko męczy się z osoba mającą wyraźne trudności ze zrozumieniem najprostszych zdań. Brytyjskie firmy powoli wycofują sie z tego „eksperymentu”, bo choć koszty wyraźnie się obniżyły, spokojni Anglicy zaczęli masowo protestować, nie zważając na milion nowopowstalych organizacji oskarżających cały naród o rasism. Obecnie nowym reklamom bardzo często towarzyszy atrakcyjne dla angielskiej publiki zdanie: „UK call centres!”

Reklamy

7 Komentarzy »

  1. Wszystko to prawda, kochanieńka, z tym, że z moich doświadczeń wynika, że rodowite call cenry często nie lepsze, może i przeliterują dobrze, ale a to nie ma śladu po rozmowie w systemie, sprawa oczywiście nie załatwiona, i nie oddzwonili, albo załatwiona, ale źle, i musisz dzwonic 7 razy by wreszcie odebrał ktoś kompetentny, krew już Ci się nawet nie gotuje, bo cała wyparowała, a to krąży sie słuchając tej muzyczki od ‚doradcy’ do ‚doradcy’… masakra. Trzy razy w ciągu 5 lat udało mi się załatwic coś od ręki i było ok. Czule wspominam :)
    Dobry tytuł :)

    Komentarz - autor: Anna — 11 stycznia 2011 @ 10:04 am | Odpowiedz

    • Grrrrr już mi się nawet nie chce opisywać wszystkiego – debile w Virgin Media, niekompetente osobniki w Orange, fatalna obsługa w Barclays…. ciśnienie podnosi mi się do niebezpiecznych poziomów! Szkoda, że w Polsce nie jest lepiej – choć mówię Simonowi, że jest :D a on mi wierzy ;). Ale i tak nic nie przebije mojej rozmowy z centum obsługi klienta na Dominikanie:

      Ja: Dzień dobry, internet nie działa, co się stało.
      Pan (ospale): A… bo piorun strzelił w kable…
      Ja: Kiedy zostanie to naprawione?
      Pan (autentycznie zdziwiony): Nie wiem, kiedy Bóg zechce!

      Komentarz - autor: swiatmartyw — 11 stycznia 2011 @ 7:56 pm | Odpowiedz

      • O, jak ładnie:)
        Ja już jakiś czas temu, bo którejś bitwie z BT, doszłam do wniosku, że nie ma sie co wpieniac, bo to absolutnie niczego nie zmieni, należy stan rzeczy zaakceptowac jako różnicę kulturową (i zrobic se drinka przed dzwonieniem:))

        Komentarz - autor: Anna — 11 stycznia 2011 @ 9:00 pm

  2. Te call centres to jakis koszmar, problemem czasami nie jest nawet ich poprawnosc jezykowa, ale to, ze „leca” ze skryptu – Ty im mowisz jedna a oni nie sluchaja (zeby sie nie pogubic;) tylko powtarzaja to samo! Cale szczescie w przeciwienstwie do PL tutaj 99% rzeczy mozesz zalatwic online:) ja zwykle bukuje eventy przez Ticketmaster.

    A tak z drugiej strony jak Anglicy dzwonia do mojego biura to maja czesto problemy ze zrozumieniem moich co-workers:P

    Komentarz - autor: aniaedi — 11 stycznia 2011 @ 8:13 pm | Odpowiedz

    • Ja też zwykle bukuję przez Ticketmaster, ale tam było 14 funtów drożej, więc… and the rest is history ;) Ja prawie w ogóle Szkotów nie rozumiem, a Simon słabo :P będziesz nam kiedyś musiała dać lekcję :)

      Komentarz - autor: swiatmartyw — 11 stycznia 2011 @ 9:22 pm | Odpowiedz

  3. Odmian szkockiego tez jest cala masa, tylko na Lowlands inaczej sie mowi w East Lothian, West Lothian, Glasgow czy dzielnicach Edynburga. Do tego dochodzi wersja Highlands + Western Islands (bardzo ciezko zrozumiec) gdzie tez uzywaja Gaelic. Ostatnio moj pracodawca probuje przeforsowac wieksze uzycie gaelickiego i tak np. jak wysylam listy to musze uzywac templates, na ktorych SAAS ma tez swoja gaelicka nazwe, to nic, ze nikt tutaj nie zna innego slowa poza Alba (Scotland)! Posluchaj sobie Craiga Fergussona czy Johna Barrowmana (jak rozmawia ze Szkotami a nie w filmie) – typowe przyklady Glaswegian z pytajnikiem na koncu kazdego zdania, moj ulubiony akcent:)

    Komentarz - autor: aniaedi — 15 stycznia 2011 @ 3:16 pm | Odpowiedz

  4. […] dobry film „The best exotic Marigold Hotel”, wie, jak bardzo Anglicy nie lubią rozmawiać z centrami obsługi klienta z bazą w Indiach. Mało co można zrozumieć, do końca nie wiadomo, o co chodzi, mechanicznie odczytywany jest […]

    Pingback - autor: Klient nie wszędzie nasz pan « Świat Marty W. — 19 kwietnia 2012 @ 9:07 pm | Odpowiedz


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: