Świat Marty W.

13 listopada 2010

Yorkshire, czyli jak dziewczyna z miasta polubiła wieś

Filed under: listopad 2010 — swiatmartyw @ 8:08 pm

Gdy myślę o Polsce, do głowy najpierw przychodzi mi Gdańsk. Moje miasto, moje ulice, moje wspomnienia. Co prawda wyjechałam stamtąd w 2000 r., ale często wracam do rodziny i znajomych, i zawsze od razu czuję się u siebie. Uwielbiam spacery brzegiem morza lub klifami, uwielbiam Starówkę z moją ulubioną Cafe Ferber, znajome sklepy, ploty z przyjaciółmi.

Angielskim odpowiednikiem Gdańska jest dla mnie Yorkshire, zwłaszcza północna część, w której mieszkają rodzice Simona. Wszystko mi się tam podoba – ludzie, domy, malownicze miasteczka i wioski, jedzenie, które smakuje lepiej (wszystkie składniki z własnych ogrodów i/ lub farm sąsiadów), świeże powietrze, a przede wszystkim przyroda – pola, lasy i rzeki jak okiem sięgnąć. Owieczki, które niezmiennie wzruszają mnie swoim wełniastym wyglądem i kompletną głupotą – stoi taka na drodze, wzrok, jak to u owieczek, barani, gapi się na nas jak ciele, ale stoi jak słup soli i nie ruszy się na milimetr. Simon trąbi. Owieczka nic. Simon miga światłami. Owieczka nic. W końcu Simon otwiera okno i wrzeszczy: „Move over, you stupid sheep!!!” :D Jak tu nie lubić owieczek?

Lubię obserwować skaczące cielaki, lubię dawać jeść owieczkom i bażantom… Lubię spacerować po wielokilometrowych trasach, na których każdy spotkany człowiek zawsze wita się następującym zdaniem: „Hi there, beautiful weather we have today! Oh yes, there’s no place like Yorkshire!” :)) Lubię spacerować z psami rodziców Simona i krzyczeć, żeby się nie tarzały w owczej kupie, którą z jakiegoś dziwnego powodu uważają za psi Chanel No. 5 ;). Lubię siedzieć z trzema kotami na kolanach przed kominkiem i pić sherry z teściową… Rodzice Simona wiodą zupełnie inne życie niż my – nie przed komputerem 10 godzin dziennie, tylko na zewnątrz, ze zwierzakami i naturą. Żyją aktywnie, ale bez pośpiechu i stresu – a my często nie możemy zasnąć, bo ja myślę o kolejnej konferencji, a Simon o programie, który nie chce działać.

Gdy podczas studiów wracałam do Gdańska na weekend, zawsze miałam szok tlenowy i po spacerze brzegiem morza musiałam kłaść się spać na wiele godzin. To samo spotyka mnie w na farmie – pospacerujemy godzinkę, a ja już fajt! i śpię.

Średnia wieku naszych znajomych w Yorkshire wynosi około 65 lat :) ale to nam nie przeszkadza. Wreszcie nikt nie gada o komputerach, grach i celebrytach – zamiast tego upieką dobre ciasto, opowiedzą o starych czasach, dadzą się przejechać na koniu, a do domu zapakują nie pachnące supermarketem pomidory, bakłażany i jabłka z własnego ogrodu.

There’s no place like Yorkshire :)

Podjazd na farme od strony domu

Ogrod z pysznosciami :)

Na spacerze

Moja ulubiona czesc domu rodzicow Simona - wielkie okno z widokiem na pole (i jakas owieczke czasem tez :)

Wrzosowiska

Reklamy

2 Komentarze »

  1. Jak tam jest przepięknie :) niczym z „Przeminęło z wiatrem”

    Komentarz - autor: Lioness — 14 listopada 2010 @ 9:42 pm | Odpowiedz

  2. Coś mi sie potentegowało 8/
    Raczej „Wichrowe wzgórza” :))

    Komentarz - autor: Lioness — 15 listopada 2010 @ 8:04 pm | Odpowiedz


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: