Świat Marty W.

17 lipca 2010

Akcja Ratunkowa

Filed under: lipiec 2010 — swiatmartyw @ 2:43 pm

Któregoś wieczoru Simon pyta: „Widziałaś tą mewę przed naszym domem? Chyba ma coś ze skrzydłem i nie może latać, bo już od paru dni tam siedzi, ludzie zaczęli wynosić jej jedzenie i wodę”. Powiem szczerze, że nie zauważyłam, ale gdy zwrócił moją uwagę, zaczęłam się interesować losem tej wielkiej – jak się okazało – nie mewy, tylko rybitwy. Obserowałam ją kilka dni i choć żadne ze skrzydeł nie wyglądało na złamane, coś musiało być nie tak, skoro nie odlatywała.

Po mniej więcej tygodniu zauważyłam, że znacznie zmniejszyła się jej masa ciała i wyczytałam w internecie, iż u ptaków, które nie latają, bardzo szybko zanikają mięśnie. Nie przepadam za mewami/rybitwami, bo robią dużo hałasu i, za przeproszeniem, wszędzie srają, no ale nie mogłam pozwolić, żeby mi ptak przed domem zdychał. Zadzwoniłam do Royal Society for the Prevention of Cruelty to Animals (RSPCA) – zgodzili się przyjechać, ale najpierw muszę im znaleźć weterynarza/ instytucję, która się ptakiem zajmie. Oni interweniują, ale sami nie opiekują się zwierzakami. Zadzwoniłam do Royal Society for the Protection of Birds… a oni odesłali mnie do RSPCA. Zadzwoniłam do dwóch czy trzech Wildlife Centres i w jednym zgodzili się ptaka przyjąć. No to znowu dzwonię do RSPCA, a oni mówią, że tam to za daleko. Wściekła wracam do domu i widzę, że jakiś starszy pan niesie rybitwie wodę i pokrojone kawałki bekonu. Zaczęliśmy rozmawiać, on z kolei obdzwonił kilku weterynarzy, którzy owszem, zgodzili się przyjechać, ale za opłatą 70 funtów, a jeden zaoferował zastrzelenie rybitwy za jedyne 50. Poza tym, pan się oburzał, że ktoś przynosi chleb, bo: „Czy ci głupi ludzie nie wiedzą, że rybitwy są mięsożerne i nie tkną chleba??!” Te na sopockim molo nie kręcą dziobem i chętnie chleb pożerają, nawet taki już zielonkawy ;) no ale nie będę się ze starszym panem kłócić.

Postanowiłam, że sami zawieziemy rybitwę do tego jedynego Centrum, które się zgodziło ją przyjąć. Simon nie był zadowolny: „It’s just a flying rat, shitting everywhere!!”, ale gdy zobaczył moje napełniające się łzami oczy (taki głupi, a jednak niezawodny sposób! ;), skapitulował. Na znak buntu ubrał się w koszulkę i spodnie, o których wie, że mi się bardzo nie podobają ;). Wyciągnął jakiś koszyk, w którym jego mama kiedyś tam przywiozła nam jedzenie domowej roboty, wyścielił go gazetami („Bo pewnie zasra cały koszyk, durny zwierzak!” ;), skombinował pokrywę. Wychodzimy przed dom i zaczęła się akcja pt. „Złap Rybitwę”. Simon podszedł do niej i mówi: „No chodź tu, nic ci nie zrobię. Pojedziesz do lekarza i znowu będziesz latać, no chodź!” :D (jakby rozmawiał z dzieckiem bojącym się wizyty w szpitalu ;). Na co rybitwa spojrzała na niego spode łba, rozwinęła swoje wielkie skrzydła i… odleciała! Koniec świata ;). Widocznie dobrze jej było, woda w ładnej miseczce, bekon pokrojony w kosteczkę, trochę chleba, gdyby jednak miała ochotę… A teraz znowu musi, biedaczka, śmietniki przetrząsać ;)).

Mimo wszystko cieszę się, że już jej nie ma przed domem, siedziała tam jak wyrzut sumienia. Niby tylko głupia rybitwa, ale – jak to mówił Kubuś Puchatek – „Ptak też człowiek, Prosiaczku!” :)

Reklamy

1 komentarz »

  1. :)))

    Komentarz - autor: Anna w Walii — 17 lipca 2010 @ 3:41 pm | Odpowiedz


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: