Świat Marty W.

15 czerwca 2010

Historie z życia wzięte

Filed under: czerwiec 2010 — swiatmartyw @ 10:57 pm

Przez rok i siedem miesięcy pracowałam w domu, i mój kontakt z innymi ludźmi zamykał się właściwie na Simonie i jego znajomych. Teraz, gdy wreszcie mam „normalną” pracę i wychodzę z domu, nie mogę się nadziwić, ile ciekawych historii można usłyszeć, jeśli człowiek taki towarzyski jak ja i lubi gadać ze wszystkimi naokoło.

Poznałam chłopaka ze Sri Lanki, który w wieku trzynastu lat przeniósł się do Anglii i zamieszkał u dalekiej, dalekiej, dalekiej rodziny, która mimo obietnic w ogóle się nim nie zajmowała (tzn. dach nad głową dali i jeść było co, ale raczej niewiele więcej). Angielskiego nauczył się sam. Mówił, że najpierw przeżywał traumę w szkole, bo nic nie rozumiał, ale zawziął się i pod koniec roku szkolnego był jednym z najlepszych uczniów. W wieku 14 lat założył sklep z produktami, które rodzice przysyłali mu ze Sri Lanki. W wieku 16 lat porzucił szkołę, bo chciał zarobić i ściągnąć rodziców do Anglii, więc zaczął pracować jako dyspozytor taksówek, a wieczorami uczył się niemieckiego z książek i płyt CD. Po dwóch latach takiej samodzielnej nauki zdał międzynarodowy egzamin z niemieckiego i obecnie pracuje w mojej firmie w obsłudze klientów niemieckojęzycznych. Ma 18 lat. Zbiera na studia, marzy o elektronice. „Uda mi się, ja wszystkiego szybko się uczę” – mówi z uśmiechem od ucha do ucha. Przesympatyczny chłopak, maskotka całego zespołu.

Poznałam 32-letnią kobietę, której mąż jest malarzem pokojowym z Antigui (anglojęzyczna wyspa na Morzu Karaibskim). Mieszkali tam razem przez 6 lat, ale ją ciągnęło do ojczyzny. Zgadza się ze mną, że Karaiby są cudownym miejscem na wakacje… ale nie na życie. Przynajmniej nie dla wszystkich. On nie może zdobyć pozwolenia na pracę w Anglii mimo że są małżeństwem, więc ona lata w tą i z powrotem. Dopiero co wróciła, w sierpniu znowu jedzie. Pracuje po 12 godzin dziennie, żeby jakoś zabić samotność.  Jakby tego było mało, jej rodzice są bardzo niezadowoleni, że poślubiła dużo starszego Rastafarianina bez wykształcenia, za to z dredami do pasa, który uprawia maryśkę w ogródku. Brzmi może średnio, ale są razem od 10 lat, chyba nie jest taki zły…

Poznałam panią, nazwijmy ją Beccy, zbliżającą się do wieku emerytalnego, która poświęciła całe życie mężowi i dzieciom. Stosunkowo niedawno mąż odszedł do dużo młodszej kobiety i Beccy została bez środków do życia. Pracuje po kilkanaście godzin dziennie, żeby trochę odłożyć, „bo inaczej na emeryturze zdechnę z głodu”.

Poznałam wreszcie młodą dziewczynę, która przez ostatnie dwa lata pracowała 7 dni w tygodniu i brała jak najwięcej nadgodzin – zbierała na spłatę długów rodziców… Gdy to już się udało, zaczęła odkładać na… operację piersi ;). Miała ją miesiąc temu, w podobno znanej londyńskiej klinice, i choć wciąż ją trochę boli, jest najszczęśliwszą osobą na ziemi. „Wreszcie będę miała wolne weekendy, wreszcie trochę odpocznę…”

I tak się ludziom plecie… codziennie poznaję kogoś nowego i każdy ma jakąś ciekawą historię…

*      *     *     *     *
Dzisiaj w pubie wszyscy przyszli ubrani w barwy Brazylii. Nagle ktoś rzucił hasło, że jeśli Korea przegra, pewnie ci biedni piłkarze skończą w obozie pracy. I stał się cud – nawet ci z twarzami pomalowanymi na żółto-niebiesko-zielono zaczęli kibicować Korei :). Gdy udało im się wbić gola, cały pub zaczął wrzeszczeć ze szczęścia, prawie jakby to Roooooney bramkę zdobył ;). Bardzo dobry mecz! Przegrali, ale naprawdę grali świetnie, może jednak Najjaśniejszy Przywódca ich ułaskawi…

Reklamy

4 Komentarze »

  1. No, najlepsze historie zbiera się na początku nowej pracy, potem jest już trochę mniej podniecająco..:) Ja żałuję, że sobie nie zapisywałam, bo większość mi pouciekała. Dobre z tą Koreą, dobre :)

    Komentarz - autor: Anna w Walii — 16 czerwca 2010 @ 8:45 am | Odpowiedz

    • :) A gdzie pracujesz, jeśli to nie tajemnica? :) U mnie na razie wciąż to szkolenie, potem egzamin, potem szkolenie w innym dziale i znowu egzamin… jak na studiach normalnie ;) Na razie jestem pełna zapału i już strasznie chciałabym zacząć robić coś konkretnego – ale nie ma przebacz, jeszcze 4 tygodnie poznawania programów komputerowych…

      Komentarz - autor: swiatmartyw — 16 czerwca 2010 @ 7:12 pm | Odpowiedz

      • Płaszczę tyłek przed kompem wklepując różne dane w lokalnym urzędzie miasta. Mogło być gorzej ;)
        Te cztery tygodnie zlecą błyskawicznie:)

        Komentarz - autor: Anna w Walii — 17 czerwca 2010 @ 5:20 pm

  2. Właśnie niechcący rozwiązałaś zagadkę, dlaczego Korea (tzn. jej drużyna) tak mało się pokazuje na MŚ i nie udziela wywiadów i zamyka treningi. Bo jakby się pokazali, zostali ‚zapoznani’ i byliby rozpoznawalni, to trudniej by było nie zauważyć ich zniknięcia. Byłaby większa afera. Wiadomo, że jak ktoś znany to nieobecność bardziej widoczna.
    Nie pokręciłam za bardzo???
    Świetny ten chłopak ze Sri Lanki!!! Fajna historia :)
    Ta z biustem też… zależy jakie ktoś ma priorytety i cele. Liczy się realizacja zapewne ;)

    Komentarz - autor: Marta G. — 16 czerwca 2010 @ 10:49 pm | Odpowiedz


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: