Świat Marty W.

2 czerwca 2010

Przemyślenia Kobiety Szkolonej (bo jeszcze nie Pracującej :)

Filed under: czerwiec 2010 — swiatmartyw @ 8:43 pm

Drugi dzień był zdecydowanie bardziej udany. Pan szkoleniowiec widocznie wyczytał w moich myślach, co sądzę o jego umiejętnościach pedagogicznych i przyszedł świetnie przygotowany. Przyniósł zabawy, zgadywanki, ćwiczenia do pracy w grupie, oraz stosował się do podstawowych zasad, czyli: interakcja ze słuchaczami, zadawanie pytań, trochę żywej gestykulacji i – bardzo ważne – żart raz na 15 minut. Nauczyłam się tego na pierwszych zajęciach z glottodydaktyki ;). Do 16:00 trzymałam się wyśmienicie, ale potem starym zwyczajem zaczęło się odczytywanie prezentacji w Power Point. Reakcja mojego organizmu była natychmiastowa – czytać to ja też umiem, a teraz się zdrzemnę ;). Ale ogólnie nie było źle, znaczna poprawa w stosunku do pierwszego dnia.

Bardzo mnie dzisiaj rozbawiła moja koleżanka ze szkolenia, Szwedka (która podróżowała po świecie i w Australii spotkała miłego Anglika… no i wylądowała tutaj – skąd ja znam tą historię? ;) – ogląda ceny w naszej mini kawiarence i mówi: „Boże, jak tu tanio! Czy dla Polaków też wszystko jest tanie w Anglii??” Zaplułam się ze śmiechu :D. Nie, ostatnia rzecz, jaką mogę powiedzieć o tym kraju to przystępne ceny i piękna pogoda ;).

A propos cen – praca do 17:15 na angielskim zadupiu ma jedną zdecydowaną wadę – zanim wrócę do centrum, jest 17:50 i wszystkie sklepy są już zamknięte. Kazali nam kupić eleganckie ciuchy do pracy – proszę bardzo, ale jak mogę cokolwiek kupić, skoro kodeks pracy chroni sprzedawców przed „wykorzystywaniem”. O 18:00 wszystko zamiera, po głównej ulicy kręcą się już tylko niedobitki. Może w sobotę się uda (w niedzielę znowu wszystko zamknięte), choć nie wiem, czy do 14:00 damy radę wstać… w piątek impreza z okazji urodzin Simona!

Jeszcze o ludziach ze szkolenia – tak jak przewidywała Ania w komentarzu do „Przypowieści o gadatliwym taksówkarzu i mądrym szefie„, Angielki gadają wyłącznie o „gwiazdach” oraz czytają brukowce w przerwie na lunch. Dzisiaj na tapecie była Cheryl Cole i jej okropny, okropny mąż, no jak on mógł ją zdradzić?! A potem było o matce, która zostawiła dziecko na plaży i biedne dostało poparzenia słonecznego. Ojojoj. My z Simonem jesteśmy strasznie anty takie głupoty, w ogóle nic nie wiemy o znanych ludziach – Simon pobił chyba rekord świata w niewiedzy w tym temacie, bo nawet nie słyszał, że super znany i lubiany przez nas brytyjski reżyser Guy Ritchie przez 10 lat był mężem Madonny. Także chyba nie zaprzyjaźnię się z tymi Angielkami – za to poznałam sympatycznego Polaka, który jest ciekawym przypadkiem lingwistycznym, bo urodził się w Anglii, nigdy nie był w Polsce, a mówi najczystszą polszczyzną piastową ;).

Wczoraj dostałam super obiad, ale dzisiaj… dzisiaj była już tylko pizza. I do tego piwo. A na deser kaloryczne ciasto upieczone przez teściową ;). Zważywszy na to, że oboje całymi dniami siedzimy przed komputerem, nie ma to jak zdrowy posiłek na zakończenie aktywnego dnia… ;).

Reklamy

Dodaj komentarz »

Brak komentarzy.

RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: