Świat Marty W.

16 Maj 2010

Meksyk – część III

Filed under: Podróże małe i duże — swiatmartyw @ 4:24 pm

Nasz przewodnik był w wieku 50+, ale ciało miał jak młody półbóg ;). Gdy się rozebrał na basenie, wszystkim paniom szczęki opadły, a panów pewnie szlag trafił. Pan Darek to nietuzinkowa postać, był na wszystkich kontynentach, mieszkał w wielu dziwnych miejscach (nadłużej w Indiach – ponad 8 lat), zwiedził dosłownie wszystko, co warte zwiedzenia. A ciało ma jak Herkules, bo uprawia wspinaczkę ektremalną, najlepiej bez żadnych zabezpieczeń, butli i sprzętu. Oprócz wspinaczki interesuje się astrologią, różnymi religiami, wierzeniami… i tu się niestety nie rozumieliśmy. Zostałam wychowana na Zatwardziałą Sceptyczkę, nie przyszłoby mi do głowy, żeby iść do wróżki, analizować daty urodzin, patrzyć w gwiazdy lub zakładać, że wszystko już zostało zapisane i nie mam na nic wpływu. „Nawiedzony”, szeptałyśmy z mamą po kątach ;). Nie jestem z tego specjalnie dumna, wielu ludzi twierdzi, że istnieje świat, inna płaszczyzna, do którego dostęp mają tylko nieliczni, i możliwe… możliwe, że coś w tym jest, ale nie potrafię się przekonać, nie potrafię uwierzyć. Simon na szczęście myśli podobnie, pewnie dzięki swojej mamie, która też twardo stąpa po ziemi. Dygresja –

Piątek, „teściowa” zalogowała się na Skype’a, jak co rano. Gadki-szmatki, w końcu:

Ona: Fajnie, że macie z Simonem urodziny tak blisko siebie, możecie wyprawić jedną wielką mega imprezę.

Ja: Tak, oboje jesteśmy Bliźniakami, to podobno dobre dla związku [wpływ pana Darka!]

Ona: I ty wierzysz w takie głupoty??

Nie, nie wierzę. I uwielbiam ją ;). Gorzej, że pan Darek w przyszłym tygodniu przyśle wszystkim uczestnikom wycieczki horoskopy na resztę życia bazujące na dacie urodzenia. Jeśli się dowiem, że umrę za dwa lata, rzucam pracę, biorę pożyczkę z banku i lecę w podróż dookoła świata ;). Gorzej, jeśli nie umrę i trzeba będzie to spłacić ;).

Wracajmy do Meksyku. Drugą ciekawą – ale ciekawą inaczej – osobą był nasz meksykański kierowca. Jako typowy przedstawiciel kultury, którą na swój własny użytek nazywam kulturą macho, gdy tylko zorientował się, że mówię po hiszpańsku, zaczął mnie co rano witać tekstami w stylu: „Witam, moja gwiazdeczko”, „Witaj, królowo”, „Całą noc o tobie śniłem, pięknie wyglądasz”, „Mam nowy krawat, wystroiłem się specjalnie dla ciebie” ;). Typowe, takie typowe! Dwa lata wysłuchiwałam takich głupot na Dominikanie/ w Panamie/ na Kubie. Od razu mu powiedziałam, że mam chłopaka – głupia, przecież mogłam przewidzieć odpowiedź:

– On jest daleko, a ja jestem blisko. Trzeba się cieszyć tym, co jest blisko!

Typowe, takie typowe! W końcu wielkodusznie zaproponował, że „podaruje” mi dziecko, bo „byłoby takie piękne”. Odmówiłam grzecznie, acz stanowczo ;). Gdy potem opowiedziałam wszystko Simonowi, mój flegmatyczny Anglik flegmatycznie zapytał: „Gdzie on teraz jest? Znajdę go i zabiję!!” ;).

Muszę przyznać, że wszyscy uczestnicy wycieczki byli bardzo sympatyczni i tacy „normalni”. Nikt się nie spóźniał, nikt nie marudził, nikt się nie wymądrzał. Jeśli pobudka była o 6:30, a wyjazd o 7:30, już o 7:20 autokar był pełen. Jeśli zbiórka była o 16:00, o 15:50 wszyscy już grzecznie czekali. Nikt się nie buntował, że za wcześnie, za mało/ za dużo czasu wolnego, za męcząco, za… Niektórzy piszczeli, że gorąco, ale bardzo cichutko ;). Przewodnik przyznał, iż po każdej wycieczce robi się czarną listę marudnych turystów i wysyła się ją do wszystkich biur podróży z adnotacją „Uwaga na te mędy!”. Także my już byliśmy po selekcji ;) i pewnie dlatego wszystko wyszło tak dobrze. Byliśmy naprawdę zgraną grupą, wieczorami zbieraliśmy się na basenie na pogaduszki, albo na tarasie hotelu na drinka. Rozmawialiśmy głównie o tym, gdzie kto był i gdzie warto pojechać. Wszyscy chwalili Maroko, więc jak będzie kasa, to pewnie pojedziemy na objazdówkę. Jedno starsze małżeństwo co roku jeździ do czarnej Afryki i jest to ich ulubiony kontynent, ale gdy zaczęli opowiadać jak tam jest niebezpiecznie, trochę się zniechęciłam, np. w Ugandzie obrabowali ich żołnierze mający chronić hotel. Za bardzo się nie patyczkowali, przystawili tej pani karabin do brzucha i koniec, oddawaj wszystko. To ja już z tej Afryki wolę komercyjne Maroko…

Ten wyjazd przywrócił mi wiarę w ludzi, którą lekko straciłam patrząc na Polaków w Anglii… Nie jest z nami tak źle!

Cdn.

Reklamy

Dodaj komentarz »

Brak komentarzy.

RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: