Świat Marty W.

8 Maj 2010

Po podróży

Filed under: kwiecień 2010,maj 2010,Podróże małe i duże — swiatmartyw @ 5:07 pm

Miałam pisać dzień w dzień, ale plan ten wziął w łeb z trzech powodów, logicznie ze sobą powiązanych. Po pierwsze, aby móc zwiedzić cały kraj, codziennie wstawaliśmy o 6:30 rano (czasami nawet o 5:20), więc gdy ok. 21:00 wreszcie udało się zjeść kolację, padałam półżywa na łóżko i nie miałam siły na nic. Po drugie, kafejki internetowe były drogie. A po trzecie, zdałam sobie sprawę, że od wielu, wielu lat nie spędziłam ani jednego dnia bez komputera. Bez sprawdzania wiadomości, portali społecznościowych i mailii. Bez denerwowania się głupotą niektórych artykułów lub komentarzy. Doszłam do wniosku, że przecież jestem na wakacjach, więc po co mi to. A teraz wróciłam i znowu jestem pełna zapału do pisania oraz miłości do cyberprzestrzeni.

Wycieczka była bardzo udana, aczkolwiek – ze względu na wielkość Meksyku i związane z tym długie przejazdy autokarem – trochę męcząca. Codzienne wstawanie o nieludzkiej jak dla mnie porze (mimo, żem skowronek) powodowało, że potem, zamiast słuchać, co opowiada przewodnik, przesypiałam z obciachowo otwartą gębą praktycznie wszystkie przejazdy. Budziłam się, wysłuchiwałam kilku zdań o Aztekach, i znowu odpływałam. Większą ruchliwość wykazywałam jedynie podczas przerw na toaletę – wiadomo jak to jest na wycieczkach, człowiek jak piesek, jak go wyprowadzają, to sikać musi. A potem znowu do autokaru, pięć minut skupienia na historii Meksyku i znowu w objęcia bogów (pewnie jakiegoś mieli od snu, ale skąd mam wiedzieć, przecież wszystkie opowiadania przespałam).

Wróciłam dopiero cztery godziny temu, po okropnej, koszmarnej podróży, podczas której – dla odmiany – nie zmrużyłam oka ani na chwilę. Nie spałam od ponad 24 godzin i zaczyna szumieć mi w głowie jak po wypiciu mocnego wina. Jednocześnie walczę z moim organizmem, bo jeśli usnę teraz, o 17:00, to obudzę się w środku nocy i tak będziemy się bawić przez kilka dni. A przecież w poniedziałek do pracy.

Gdy już trochę oprzytomnieję, wszystko elegancko opiszę i zamieszczę stosowne zdjęcia. Na razie czekam, aż chłop mi obiad zrobi i poda pod nos, a pewnie i nakarmi, bo zapadam w letarg. Meksykańskiego żarcia mam dosyć na pół roku. Pierogów mi nie ulepi, ale coś tam pichci w kuchni ze śpiewem na ustach, więc nie jest źle :). Facet w kuchni to aktualnie najcudowniejszy widok dla moich zamykających się oczu i żołądka wymęczonego ohydnym jedzeniem podawanym w Continental Airlines.

Reklamy

3 Komentarze »

  1. welcome back :)

    Komentarz - autor: iris — 9 Maj 2010 @ 3:41 pm | Odpowiedz

  2. Czy mogę przesłać Twoje zdjęcie , jak chrapiesz w autokarze, a za oknem wspaniałe plantacje agaw, uprawiane pod meksykański koniak, czyli meskal?

    Komentarz - autor: Kondorzyca — 15 Maj 2010 @ 11:49 pm | Odpowiedz

    • NIE!!! Złośliwa matka ;)

      Komentarz - autor: swiatmartyw — 16 Maj 2010 @ 11:53 am | Odpowiedz


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: