Świat Marty W.

13 kwietnia 2010

Uzależniona

Filed under: kwiecień 2010 — swiatmartyw @ 1:10 pm

Na osobę pracującą w domu czeka wiele podstępnych pułapek. Nie dość, że czasami wygląda to dosłownie jak w „Dniu Świra”, to nawet we względnej ciszy i spokoju można cały dzień siedzieć przed komputerem i nie zrobić dosłownie nic. Szef nie patrzy przez ramię, nie ma innych, bardziej zdyscyplinowanych pracowników, którzy mieliby na człowieka zbawienny wpływ, w każdej chwili można zrobić sobie przerwę… jedną przerwę, drugą przerwę, trzecią przerwę… A wszystkiemu winna nowoczesna technika.

Na głównego winowajcę mianuję portal społecznościowy Facebook. Wychodząc z założenia, że wystarczy mi Nasza Klasa, długo broniłam się przed jeszcze jedną platformą do dzielenia się moim życiem osobistym ze światem, ale w tym wypadku do założenia konta zostałam niejako zmuszona. Wszyscy znajomi z pekińskiej szkoły językowej umawiali się na imprezy, kolacje czy wycieczki właśnie za pośrednictwem Facebooka, potem umieszczali tam zdjęcia z tychże okazji, a proszenie za każdym razem, żeby do mnie dzwonili przed imprezami, a potem, żeby przysłali mi fotki na maila było po prostu uciążliwe. Poza tym wiedziałam, że po wyjeździe z Pekinu kontakt się urwie, a ponieważ poznałam naprawdę fantastycznych ludzi z całego świata, na znajomości z którymi mi zależało i zależy, ugięłam się i w maju 2008 założyłam konto.

Stwierdzenie, że zaglądam na FB często, byłoby wierutnym kłamstwem. Zaglądam codziennie po kilka razy. Połowa moich znajomych to właśnie ci poznani w Pekinie, którzy potem rozjechali się po całym świecie – no więc siedzę i oglądam zdjęcia Willy’ego z Singapuru, Eriki z Indonezji, Daniela z Japonii, Gabi z RPA (i 240 innych…). Oglądam zdjęcia znajomych z wakacji, wymieniamy się informacjami gdzie warto pojechać, jaki hotel dobry i tani itd. Czytam polecane przez nich artykuły, oglądam polecane przez nich filmiki, komentuję, wymieniamy się poglądami, pomagamy sobie – np. jakiś czas temu musiałam znaleźć lot z Sydney do Auckland, i mieszkająca w Sydney koleżanka podpowiedziała mi najtańsze linie. Znam ludzi, którzy twierdzą, że takie portale to dziecinada, obciach i strata czasu. Ja tak nie uważam. Pozostaję w kontakcie ze znajomymi, z bardzo dobrymi znajomymi, co w tym złego. Nie dodaję do swojego konta każdej przypadkowo poznanej osoby, tylko ludzi, którzy naprawdę zrobili na mnie jakieś wrażenie. Ktoś powie, „jak można mieć 240 dobrych znajomych, to niemożliwe”. Widocznie mam szczęście, a poza tym tyle podróżowałam i w tylu krajach byłam, że raczej mnie to nie dziwi. Dzięki temu, że choć raz na jakiś czas napiszemy do siebie parę zdań, czuję, iż w pewien sposób wciąż uczestniczę w ich życiu. W zeszłym roku Simon poleciał na Oktoberfest do Monachium, gdzie spotkał się z kilkoma osobami poznanymi w Pekinie; w tym roku lecimy razem i spotkamy się z ludźmi z Niemiec, Szwajcarii i Francji. Inna grupa międzynarodowa wybrała się razem na wycieczkę po Portugalii. Dwa miesiące temu odwiedził nas znajomy z Francji, w lipcu przyjeżdża koleżanka z Australii, parę razy byliśmy w Londynie napić się wina z Holendrem, z którym dzieliłam pekińskie mieszkanie. I wszystko zostało omówione i dopięte na ostatni guzik na Facebooku. Nie ma w tym nic obciachowego. Nie mówiąc o takich luksusach jak np. zaproszenia z dosłownie całego świata – praktycznie w każdym interesującym mieście Europy, Stanów, Kanady, części Ameryki Południowej oraz Australii mam zapewnione lokum u znajomych. A jeśli chodzi o zdjęcia, czy informacje osobiste, zamieszczam tylko tyle, ile chcę, żeby inni o mnie wiedzieli. Nie publikuję przecież swoich fotek w bieliźnie, ani nie wpisuję w polu „Napisz, co teraz robisz” głupot w stylu: „Pokłóciłam się z chłopakiem i płaczę”, „Robię zakupy przez internet kartą kredytową numer…..” albo „Właśnie schowałam szkatułkę ze złotą biżuterią pod łóżkiem” – przeważnie nic nie wpisuję, bo po co. I nie, nie jest to mój sposób na poprawę samopoczucia, mam 240 znajomych, hurra, ludzie mnie lubią! Nic z tych rzeczy – mam wspaniałą rodzinę i fajnego faceta, który mnie kocha mimo że mam trudny charakter, pierwsze zmarszczki mimiczne i cellulitis – i to się liczy najbardziej, a za super znajomych mogę być tylko jeszcze bardziej wdzięczna losowi.

Drugim uzależnieniem jest z całą pewnością ten blog. Wieczorami często nie mogę zasnąć, tak intensywnie myślę o już opublikowanych wpisach i kombinuję, jak je poprawić pod względem stylistycznym, a może jeszcze coś dopisać? Wierzcie lub nie, ale znam wszystkie na pamięć. Poza tym wymyślam nowe tematy – czasami aż muszę w nocy wstać i zapisać, żeby nie zapomnieć. Następnego dnia „w pracy”, zamiast tłumaczyć jak Pan Bóg przykazał, zaczynam pisać, pisać, pisać, poprawiać, pisać dalej… Teoretycznie moje godziny pracy to 7 – 11, zauważcie jak wiele wpisów opublikowałam właśnie w tym przedziale czasowym. Oczywiście, jeśli jest coś pilnego do zrobienia, mobilizuję się i to robię, ale jeśli akurat mamy wolniejszy dzień…

Trzecim uzależnieniem wreszcie jest sprawdzanie mailii. Jakbym rzeczywiście aż tyle ich dostawała. Mam kilka kont, każde założone z innego powodu/ do innego celu, więc zanim „obskoczę” wszystkie, przychodzi mi do głowy, że może na tym pierwszym już coś…? To jest dopiero dziecinada i głupota, podświadomie myślę chyba, że w tej setnej sekundzie, w której mrugnęłam i nie patrzyłam na ekran, dostałam najważniejszego maila świata.

Ostatnie uzależnienie to uzależnienie od informacji. Tradycyjnie zaczynam od Onetu i Wirtualnej, potem brytyjski Times Online, potem niemieckie i hiszpańskie yahoo, wreszcie New York Times. Zanim skończę, już zaczynam myśleć, że a nuż ktoś dodał nowe zdjęcia na Facebooku? A może ktoś dopisał komentarz na blogu? A może jakiś mail przyszedł? Do roboty, kobieto, do roboty!!

PS. Ostatni odcinek z reguły nielubianego przeze mnie „Southparku” jest o Facebooku właśnie, wyjątkowo polecam.

Reklamy

Dodaj komentarz »

Brak komentarzy.

RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: